Długo oczekiwany film Max Payne wszedł dwa dni temu do polskich kin i z racji długiego katowania w obie części gry grzechem było by z mojej strony, żeby się na niego nie wybrać.
Fabuła skupia się na zemście Maksa na mordercach jego rodziny. Nie będę spoilerował, kto ma ochotę to dowie się więcej. Skupię się natomiast na tym, o czym pisać mogę, nie narażając Was na zepsucie zabawy podczas oglądania. Obsada: Mark Wahlberg jako Max Payne jest rewelacyjny i pasuje po prostu świetnie. Niestety trzeba przyznać, że jest dość oszczędny w słowach i brakuje mu sarkazmu, który wylewał się na kartach komiksu w przerwach między grą. Mila Kunis jako Mona Sax była znośna, pojawiła się nie wiadomo skąd i skończyła nie wiadomo jak :) Poza tym wydawała mi się trochę za niska… Fabuła rozkręcała się na tyle wolno, że początek mnie dość mocno znudził. Z wyjątkiem kilku scen akcji na ekranie działo się niewiele. Próbowano uchwycić klimat gry i momentami się to udawało (świetne ujęcia ze śniegiem, bardzo dobrze dobrana muzyka), jednak było to zdecydowanie za mało, żeby ruszyć moje serce. Trzy dobre, krótkie sceny akcji nie dostarczyły mi na tyle emocji, żebym poczuł się doceniony jako widz, ale niewykluczone, że to wina dostosowania się do PG-13 (co za bzdurny pomysł!). Wyszedłem z kina rozczarowany. Za mało akcji jak na film, który bazuje na grze z dynamiką Johna Woo, za mało klimatu jak film, który prawie nie zawiera w sobie akcji i za mało dopracowana fabuła, żeby trzymać widza w napięciu.
Moja ocena: 6/10
IMDB: 6.1/10 (8,121 głosów)
Ps. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się strona: maxpayne-movie.co.uk, graficznie – jak dla mnie – majstersztyk!
Uwaga: zawiera treści zdradzające fabułę filmu, zakończenie itd. Jeżeli nie widziałeś danego filmu – nie psuj sobie zabawy. Zestawienie jest mocno subiektywne :)
Były rajdowiec (Jason Statham) zostaje zmuszony do wystartowania w Wyścigu Śmierci – brutalnym turnieju samochodowym przeznaczonym dla więźniów, którzy mają szansę wygrać wolność. Nie jest to zachęta do obejrzenia, tylko streszczenie całej fabuły filmu. Mimo niewysokiego poziomu skomplikowania wątku głównego, muszę przyznać, że produkcję ogląda się bardzo przyjemnie, bez ziewania i zastanawiania się dlaczego dana postać zrobiła w tej chwili to, co właśnie zrobiła. Większość czasu oglądać będziemy bardzo efektowne wyścigi, pełne spektakularnych manewrów i wypadków, które są na tyle dobrze dopracowane, że nie znudzą się po 30 minutach. Nie należy oczekiwać zbyt wiele od gry aktorów, nie powala na kolana, ale też nie drażni w przerwach między niszczeniem kolejnych aut. Polecam obejrzeć po naprawdę ciężkim dniu – szybki, brutalny, nie wymagający myślenia, czysta akcja, rozkosz dla oczu. Jeżeli oczekujesz czegoś więcej – zawiedziesz się.
Moja ocena: 7/10, IMDB: 6.7/10(7,223 głosów)
My Life Without Me
My Life Without Me
Wiodąca trudne, ale szczęśliwe życie sprzątaczka Ann (Sarah Polley) dowiaduje się nieoczekiwanie o swojej chorobie nowotworowej, która ma doprowadzić do jej śmierci. Kobieta zataja przed wszystkimi informację o swoim cierpieniu, tworzy listę rzeczy do zrobienia przed odejściem z tego świata i stara się wykorzystać pozostały jej czas na uporządkowaniu swojego życia. Obraz przedstawia ostatnie chwile żony i matki dwójki dzieci, która za wszelką cenę chce by ci, którzy ją otaczają byli szczęśliwi po jej śmierci. Dzieło melancholijne, świetna gra aktorska. Mimo tego, że nie przepadam za filmami, których finał znam od razu po ich rozpoczęciu, ten oglądałem z przyjemnością i pełnym zaangażowaniem.
Historia samotnego krytyka i wykładowcy Davida Kepesha (Ben Kingsley), który zostaje oczarowany przez swoją śliczną i subtelną studentkę Consuelę Castillo (Penélope Cruz). Przyzwyczajony do swobodnych i niezobowiązujących znajomości Kepesh zostaje nagle obezwładniony przez uczucie, którego nie do końca rozumie. Mimo przeświadczenia o wyjątkowości tej relacji, nie potrafi w pełni poświęcić się dla zakochanej w nim kobiety. Czy miłość między ludźmi różniącymi się o 30 lat doświadczeń może przetrwać?
Jest to jeden z filmów, które trzeba oglądać wieczorem, przy zgaszonym świetle i samemu. Reżyserka Isabel Coixet stworzyła niesamowity klimat, a kreacje aktorskie Bena Kingsleya i Penélope Cruz są wyśmienite. Wbrew temu, co przedstawia trailer, jest to bardzo spokojny i cichy film, z niezwykle wzruszającym, niebanalnym zakończeniem.