Category: kultura

Minutki z książki „Motywacja bez granic”

Podczas słuchania audiobooka ‘Motywacja bez granic’ autorstwa Nikodema Marszałka zapisywałem główne założenia przedstawione w tej pozycji. Myślę, że ta lista zaoszczędzi sporo czasu tym, którzy chcieliby pobieżnie zapoznać się z w/w tytułem.

Motywacja – jak ją zyskać, jak jej nie stracić

  • eliminuj rzeczy demotywujące
  • planuj, nie fantazjuj
  • nie uzależniaj swoich marzeń od innych – przejmij pełną odpowiedzialność
  • „sukces to kim człowiek jest, a nie co robi”
  • dostrzegaj szanse, szukaj ich, a nie czekaj na nie
  • naucz się podejmować samotne decyzje (co zrobię dzisiaj żeby przybliżyć się do celu?)
  • nie porównuj się do innych, szczególnie gorszych (stagnacja)
  • zrzuć blokady, ryzykuj
  • nie próbuj zadowolić wszystkich
  • zmień organizację swojego miejsce pracy (wietrzenie, jonizatory)
  • rozwiąż problemy żeby nie przeszkadzały w trakcie pracy
  • rozbij problemy na drobniejsze elementy
  • traktuj problemy jako wyzwania i szanse, a nie nieszczęścia
  • ilustruj swój postęp
  • ogłoś swój cel światu
  • pamiętaj, że rywalizacja daje motywację
  • stawiaj sobie poprzeczkę wyżej niż cel, który chcesz osiągnąć
  • planuj w wolnej chwili
  • zacznij od trudnych zadań, dopiero później przejdź do łatwiejszych
  • negatywna motywacja to czasem jedyna szansa (unikanie cierpienia)
  • pilnuj drobiazgów
  • nie wiń innych za swoje porażki
  • „jeśli nie masz na coś wpływu – nie reaguj”
  • staraj się być blisko ekspertów i ludzi sukcesu
  • jasne określenie celów (tydzień, miesiąc, rok, życie)
  • wizualizacja celu
  • idee fixe (fr.  „myśl natrętna”) pomaga  — mała szajba czasem potrafi zdziałać cuda
  • SNIOP: Subject to the Negative Influence of Other People — demotywacja
  • rzucaj wyzwania
  • Człowieka z charakterem pociąga to, co jest trudne, ponieważ dopiero w zmaganiach z przeciwnościami potrafi sobie uświadomić swój własny potencjał” — Charles de Gaulle
  • nie bądź marzycielem, lecz inspiratorem
  • nie rób wszystkiego sam
  • tylko cel zgodny z systemem wartości daje motywację

Jeżeli zainteresowały Cię moje notatki – zachęcam do przesłuchania audiobooka.

Max Payne

Max Payne Movie

Max Payne Movie

Długo oczekiwany film Max Payne wszedł dwa dni temu do polskich kin i z racji długiego katowania w obie części gry grzechem było by z mojej strony, żeby się na niego nie wybrać.

Fabuła skupia się na zemście Maksa na mordercach jego rodziny. Nie będę spoilerował, kto ma ochotę to dowie się więcej. Skupię się natomiast na tym, o czym pisać mogę, nie narażając Was na zepsucie zabawy podczas oglądania. Obsada: Mark Wahlberg jako Max Payne jest rewelacyjny i pasuje po prostu świetnie. Niestety trzeba przyznać, że jest dość oszczędny w słowach i brakuje mu sarkazmu, który wylewał się na kartach komiksu w przerwach między grą. Mila Kunis jako Mona Sax była znośna, pojawiła się nie wiadomo skąd i skończyła nie wiadomo jak :) Poza tym wydawała mi się trochę za niska… Fabuła rozkręcała się na tyle wolno, że początek mnie dość mocno znudził. Z wyjątkiem kilku scen akcji na ekranie działo się niewiele. Próbowano uchwycić klimat gry i momentami się to udawało (świetne ujęcia ze śniegiem, bardzo dobrze dobrana muzyka), jednak było to zdecydowanie za mało, żeby ruszyć moje serce. Trzy dobre, krótkie sceny akcji nie dostarczyły mi na tyle emocji, żebym poczuł się doceniony jako widz, ale niewykluczone, że to wina dostosowania się do PG-13 (co za bzdurny pomysł!). Wyszedłem z kina rozczarowany. Za mało akcji jak na film, który bazuje na grze z dynamiką Johna Woo, za mało klimatu jak film, który prawie nie zawiera w sobie akcji i za mało dopracowana fabuła, żeby trzymać widza w napięciu.

Moja ocena: 6/10
IMDB: 6.1/10 (8,121 głosów)

Ps. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się strona: maxpayne-movie.co.uk, graficznie – jak dla mnie – majstersztyk!

10 najlepszych filmowych scen akcji

Uwaga: zawiera treści zdradzające fabułę filmu, zakończenie itd. Jeżeli nie widziałeś danego filmu – nie psuj sobie zabawy. Zestawienie jest mocno subiektywne :)

The Heat – Bank Robbery

Matrix – Lobby Shootout

Scarface – Ending

Matrix Reloaded – Chateau

Taxi Driver – Ending

Oldboy – Fight Scene

V for Vendetta – Last Fight

300 – Fight Scene

Boondock Saints – Fire Fight

Bourne Ultimatum – Fight Scene

10 najlepszych piosenek o miłości

Postarałem się wybrać piosenki kompletnie różnych wykonawców, jest niemal pewnym, że pominąłem wiele świetnych kawałków, te przyszły mi na myśl jako pierwsze.

Damien Rice – Can´t Take My Eyes Off You

Hooverphonic – Eden

Moody Blues – Nights In White Satin

Pezet/Ajron – W Moim Świecie

No Doubt – Don’t Speak

Nouvelle Vague – In A Manner Of Speaking

Dragonette – True Beliver

Ania Dąbrowska – Nie Ma Nic W Co Mógłbyś Wierzyć (embedding off)

Fisz/Emade jako Tworzywo Sztuczne – Sznurowadła

Yann Tiersen – La Valse d’Amelie (Orchestre)

Przegląd kulturalny

Death Race

Death Race

Death Race

Były rajdowiec (Jason Statham) zostaje zmuszony do wystartowania w Wyścigu Śmierci – brutalnym turnieju samochodowym przeznaczonym dla więźniów, którzy mają szansę wygrać wolność. Nie jest to zachęta do obejrzenia, tylko streszczenie całej fabuły filmu. Mimo niewysokiego poziomu skomplikowania wątku głównego, muszę przyznać, że produkcję ogląda się bardzo przyjemnie, bez ziewania i zastanawiania się dlaczego dana postać zrobiła w tej chwili to, co właśnie zrobiła. Większość czasu oglądać będziemy bardzo efektowne wyścigi, pełne spektakularnych manewrów i wypadków, które są na tyle dobrze dopracowane, że nie znudzą się po 30 minutach. Nie należy oczekiwać zbyt wiele od gry aktorów, nie powala na kolana, ale też nie drażni w przerwach między niszczeniem kolejnych aut. Polecam obejrzeć po naprawdę ciężkim dniu – szybki, brutalny, nie wymagający myślenia, czysta akcja, rozkosz dla oczu. Jeżeli oczekujesz czegoś więcej – zawiedziesz się.

Moja ocena: 7/10, IMDB: 6.7/10 (7,223 głosów)

My Life Without Me

My Life Without Me

My Life Without Me

Wiodąca trudne, ale szczęśliwe życie sprzątaczka Ann (Sarah Polley) dowiaduje się nieoczekiwanie o swojej chorobie nowotworowej, która ma doprowadzić do jej śmierci. Kobieta zataja przed wszystkimi informację o swoim cierpieniu, tworzy listę rzeczy do zrobienia przed odejściem z tego świata i stara się wykorzystać pozostały jej czas na uporządkowaniu swojego życia. Obraz przedstawia ostatnie chwile żony i matki dwójki dzieci, która za wszelką cenę chce by ci, którzy ją otaczają byli szczęśliwi po jej śmierci. Dzieło melancholijne, świetna gra aktorska. Mimo tego, że nie przepadam za filmami, których finał znam od razu po ich rozpoczęciu, ten oglądałem z przyjemnością i pełnym zaangażowaniem.

Moja ocena: 8/10, IMDB: 7.6/10 (8,187 głosów)

Kilka dźwięków na szare wieczory

Fink

Pidżama Porno feat. Gutek – Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości

Dido – Take my hand

Yann Tiersen – Summer 78 (Goodbye Lenin OST)

Pezet – Siedem dni

King Crimson – Epitaph

Ultra Orange Emmanuelle – Don’t kiss me goodbye

Turcja

Wielki odlot

Około godziny dwunastej po pięćdzięsięciominutowym wojażu pociągiem znalazłem się w Warszawie. Szybkie zjedzenie całkowicie wczorajszych Stripsów nie natchnęło mnie zbyt pozytywnie, ale coś trzeba było chapnąć, żeby nie umierać później z głodu na lotnisku. Dobrze sprawdzoną taksówką przemknąłem za 35 PLN na Okęcie skąd miałem wylecieć o 15:50. Wbrew moim szczerym chęciom okazało się, że wylot nastąpi dopiero o 17:20, a następnie ok 18:45. Kilka godzin czekania na lotnisku to nic przyjemnego. Po takim okresie czasu człowiek zna już lokalizację wszystkich sklepów, stanowisk biur podróży, ceny kawy, lokalne aktualności i mnóstwo innych mało koniecznych do życia informacji. Powinienem w tym miejscu dodać, że kanapka za 10 PLN nie smakuje lepiej niż zwykła, chociaż jak się później okazało jest zdecydowanie smaczniejsza od tych na lotnisku w Antalii.

Start samolotu to coś, co lubię najbardziej ze wszystkich rzeczy związanych z lataniem. Niezłe przyspieszenie, wznoszenie się, widok oddalających się budynków a potem przebijanie się przez chmury i ich obraz z góry. Mrau. Lot z Warszawy do Antalii trwał 2h 25min i w porównaniu do mojej wycieczki na Maderę (ok 5h) minął dość szybko (chociaż dodać należy jeszcze godzinę do przodu ze względu na zmianę strefy czasowej). Potem jeszcze chwila czekania na autobus, dojazd do hotelu i po 1 w nocy czasu lokalnego znaleźliśmy się w pokoju. Nareszcie.

Informator turystyczny

Kilka rzeczy, które dobrze wiedzieć wybierając się do Turcji:

  • aby uniknąć Zemsty Sułtana należy pić dużo Coli albo alkoholu
  • jeżeli coś nam się podoba (np. obsługa) to wypada rzucić jakiś baksheesh
  • Turcy potrafią zagadać na śmierć, więc jeśli nie chcesz czegoś kupić to bądź totalnie asertywny (nie wdawaj się w rozmowę a najlepiej nawet na nich nie patrz)
  • Raki nie umywa się do polskiej wódki, za to piwo Efes daje radę (trochę przypomina Pilsnera)
  • imiona Bogdan i Jarek podobno przypominają bardzo jakieś tureckie przekleństwa, więc lepiej ich nie używać publicznie
  • sprzedawcy tureccy znają kilka polskich zwrotów/słów/nazwisk: cześć, co słychać, dobrze, smacznego, Wałęsa, Kosecki
  • bez targowania się nie warto wchodzić do sklepu, ceny są wygórowane, a niektórzy sprzedawcy nawet się potrafią obrazić, jeśli klient się nie targuje
  • z relacji Turków wynika, że około połowa z nich przestrzega ramadanu
  • na plaży nosi się klapki, bo inaczej można sobie poparzyć stopy a nie zawsze udaje się dobiec do morza na czas

Lenistwo

W hotelu, w którym przebywałem przeżyłem głównie ze względu na Snack Bar, dlatego, że rzadko kiedy udało się załapać na śniadanie – wyszedłem z założenia, że nie po to pojechałem na wakacje, żeby się nie wyspać. Hotel otoczony był centrum wypoczynkowym: bary, beach disco, mini disco, 10 km2 basenu, zjeżdżalnie, leżaki, ping pong, korty tenisowe, restauracje. Wśród gości dominowali Niemcy, było też sporo Skandynawów i Polaków. Standardowy dzień zaczynał się od frytek, później relaks w basenie, spacer morzem (cieplejszym od basenu), bicie się z falami, opalanie. Wszystkiemu towarzyszyła temperatura 27-31 stopni. Aż do kolacji popijałem piwko Efes, krążąc między Snack Barem, basenem i morzem, niesamowicie się leniąc. Kiedy robiło się już ciemno włączałem totalny chillout aż do dyskoteki na plaży, która startowała o 23:30. A potem następny dzień.

Rozrywka

Dobrym pomysłem okazało się wybranie wycieczki Turkish Night. Chociaż jedzenie wciąż nie było rewelacyjne to dwugodzinny pokaz lokalnych tańców zrekompensował ten mankament. Momentami czułem się jak na pokazie break dance’a, ponieważ część tancerzy prezentowała naprawdę wysoki poziom i dawali z siebie wszystko. Większość czasu tańczyli na palcach, wykonując przy tym efektowne figury. Rewelacyjny był też występ tancerki brzucha, która wprawiła w zdumienie niejednego z gości. Wiedziałem, że z brzuchem można wykonywać różne dziwne rzeczy, ale nie byłem świadomy, że aż do tego stopnia! Atrakcją wieczoru miały być też zapasy w oliwie, ale niestety wbrew moim przypuszczeniom był to sport męski.

Na plaży była możliwość spróbowania sił w parasailingu, co też uczyniłem po namowach brata (nie do końca mnie to fascynowało). Na czym to polega? Wchodzi się do morza po kolana, wsiada na ponton, który transportuje nas do motorówki. Załoga przypina do dwóch osób do spadochronu, który jest przypomocowany za pomocą linki do motorówki. Żądni wrażeń turyści potrzebują już tylko usiąść i czekać aż przyspieszenie wyrzuci ich do góry. Motorówka płynie w kółko po morzu a linka rozwija się do ok 70 metrów. Widok kapitalny, siedzenie dość komfortowe a rubaszna załoga dba o to, żebyśmy czasem uderzyli nogami w jakąś falę lub wyladąwali na chwilę na którymś z plażowiczów.

Exodus

Dzień jak dzień. Po plażowym disco dokończyłem pakowanie i ok 2:30 wyjechałem busem z hotelu. Na lotnisku przywitała mnie wiadomość o opóźnieniu wylotu z 5:50 na 12:45. Cudnie. Rezydentka biura podróży przekazała polskiej grupie niesamowitą nowinę, że zwłoka spodowowana jest tym, że samolot wyleciał z Warszawy i znalazł się nad Antalią, jednak nie dostał zezwolenia na lądowanie, więc wrócił do stolicy ze wszystkimi pasażerami na pokładzie (sic!). Pocieszeniem dla czekających miały być posiłki wydawane co 3 godziny. Podczas pierwszego z nich okazało się, że kanapka na Okęciu zdeklasowała wersję turecką. Przy drugim daniu wycofano się z wcześniejszych obietnic wyboru między Burger Kingiem a Pizza Hut na rzecz monopolu sieci Popeyes – prawdopodobnie ze względu na niewidzialną rękę rynku. Spanie na lotnisku jest niekomfortowe, porównałbym je do drzemki na dworcu – z tym wyjątkiem, że na dworcu grozi nam wyrzucenie przez stróżów prawa i istnieje większa szansa kradzieży. Po długo oczekiwanym wylocie i udanym lądowaniu w Warszawie okazało się, że różnica temperatur sięgająca 23 stopni jest mocno odczuwalna. Gdy wróciłem do domu byłem jedynie w stanie zjeść obiad i nie uderzyć w kant łóżka spadając na nie. Był to jeden z nielicznych snów, który trwał więcej niż 13 godzin.

Muszę przyznać, że stęskniłem się za domem. Dobrze tutaj być.

Przegląd kulturalny: Elegia

Elegia - poster

Elegia

Historia samotnego krytyka i wykładowcy Davida Kepesha (Ben Kingsley), który zostaje oczarowany przez swoją śliczną i subtelną studentkę Consuelę Castillo (Penélope Cruz). Przyzwyczajony do swobodnych i niezobowiązujących znajomości Kepesh zostaje nagle obezwładniony przez uczucie, którego nie do końca rozumie. Mimo przeświadczenia o wyjątkowości tej relacji, nie potrafi w pełni poświęcić się dla zakochanej w nim kobiety. Czy miłość między ludźmi różniącymi się o 30 lat doświadczeń może przetrwać?

Jest to jeden z filmów, które trzeba oglądać wieczorem, przy zgaszonym świetle i samemu. Reżyserka Isabel Coixet stworzyła niesamowity klimat, a kreacje aktorskie Bena Kingsleya i Penélope Cruz są wyśmienite. Wbrew temu, co przedstawia trailer, jest to bardzo spokojny i cichy film, z niezwykle wzruszającym, niebanalnym zakończeniem.

Elegia na IMDB: 7.1/10
Ode mnie: 8/10