Category: kreatywność

SparkUp 2010: Internet jutra od dzisiaj.

SparkUp 2010 - logo

SparkUp 2010 - logo

Wróciłem właśnie z Poznania, gdzie uczestniczyłem w pierwszej edycji konferencji SparkUp organizowanej przez firmę Insys. Wydarzenie odbyło się w otwartym jesienią 2007 roku Centrum Kongresowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego.

Warunki zapewnione przez organizatorów nie budziły żadnych zastrzeżeń, obiekt był profesjonalnie przygotowany do tego rodzaju imprezy. Każda sala wyposażona była w dwa telebimy, które przy przygaszeniu światła dobrze kontrastowały z otoczeniem, dając wyraźny obraz. Pomieszczenia były klimatyzowane w rozsądny sposób, słuchając przemawiających gości czułem się komfortowo – nie wiało i nie było gorąco.

W przerwach między wystąpieniami można było poczęstować się ciastkami, napić kawy, herbaty lub zimnych napojów energetycznych Allegro. Jedyne czego mi brakowało to pulpity na których można by położyć zeszyty, żeby wygodnie notować oraz mikrofony dla osób zadających pytania prowadzącym – prelegenci wybrnęli zręcznie z tego problemu, powtarzając do mikrofonu każde otrzymane pytanie. Zaciekawiło mnie to, że nie było w zasadzie przemówienia inaugurującego.

SparkUp przebiegał dwutorowo: pierwszy blok poświęcony był tematyce UX/Web Design a drugi dotyczył zagadnień z kategorii Web Development.

Bruce Lawson, Opera

Bruce Lawson

Pierwsze spotkanie na które zdecydowałem się pójść to Web Development 2.0 prowadzone przez Bruce’a Lawsona (Opera Software ASA). Bruce opowiadał o HTML5 i technologiach-satelitach, które ze względów  marketingowych przylgnęły do tego terminu. Fenomen HTML5 polega na tym, że udało się zjednoczyć twórców wszystkich liczących się przeglądarek (Microsoft Internet Explorer, Opera, Mozilla Firefox, Google Chrome, Apple Safari) do pracy na rzecz Jednej Sieci, którą Opera definiuje jako Internet bazujący na trzech filarach:

  1. Otwarte standardy (The World Wide Web Consortium)
  2. Pełny dostęp (niezależnie od urządzenia, połączenia, etc)
  3. Łatwy dostęp (wygodne korzystanie z Sieci w każdym miejscu i czasie)
Otwarte standardy oznaczają, że przeglądarki out of the box powinny zawierać funkcjonalność potrzebną do poprawnego wyświetlenia stron WWW. Kojarzysz technologię Adobe Flash albo Microsoft Silverlight? Potrzebują one wtyczek do przeglądarek, aby móc się uruchomić. HTML5 powstaje po to żebyś nie musiał korzystać z zewnętrznych platform. HTML5 oferuje funkcjonalność porównywalną do w/w, ale pozostaje zgodny z trzema filarami Jednej Sieci. Żadnych wtyczek, żadnego instalowania, żadnych problemów w pracy na obojętnie którym urządzeniu – odpalasz przeglądarkę i masz pełną kontrolę nad otrzymywaną treścią. Bruce podkreśla, że nie zmusza nikogo do HTML5 – powstaje on po to, żeby dać Ci wybór.

HTML5 nachodzi

HTML5 nachodzi

Na pewno znajdą się zastosowania, gdzie lepiej użyć Flasha albo Silverlighta, ale grupy W3C już nad tym pracują… Przykładem jest np. obsługa kamer w telefonach, eksportowanie zdarzeń do kalendarza czy zarządzanie połączeniami bezprzewodowymi. Sieć nie lubi natywnych aplikacji, ale jest do nich zmuszona, ponieważ (jak na razie) mają one dużo lepszy UX. Na szczęście trwają już prace nad otwartym standardem, który pozwoli korzystać ze wszystkich dobrodziejstw urządzeń mobilnych. Konkurencja jest zawsze czymś dobrym, HTML5 doprowadza do rywalizacji, w której zyskać możemy tylko my – użytkownicy.

Żeby nie być gołosłownym Bruce przedstawił kilka ciekawych aspektów HTML5, w tym:
  • web forms (walidacja wbudowana w przeglądarkę, bez użycia JavaScript)
  • canvas (JavaScript API do skryptowania obrazków 2D i 3D)
  • SVG
  • video (natywne: Ogg Theora, WebM)
  • geolokalizacja
  • tryb offline
  • cache
  • storage (wielomegabajtowe ciastka na sterydach, lokalny SQL)
Oprócz zademonstrowania większości z wymienionych możliwości, Bruce wymienił również dobre praktyki służące budowaniu poprawnych, szybkich i nowoczesnych stron. Oto niektóre z nich:
  • ustalanie rozmiarów obrazka w tagu img (żeby zajął odpowiednią ilość miejsca w layoucie przed załadowaniem obrazka i nie przesuwał później strony, którą użytkownik może już przeglądać – już po załadowaniu)
  • umieszczanie linków do zewnętrznego kodu JavaScript na samym końcu kodu strony (żeby nie blokować renderowania strony)
  • minimalizacja żądań HTTP (sklejanie, kompresja plików CSS i JS)
  • używanie SVG/canvas do generowania obrazków (patrz punkt wyżej)
  • CSS sprites – łączenie obrazków w jeden i przesuwanie tylko tła w elementach (patrz dwa punkty wyżej)
Na samym końcu Bruce przedstawił w telegraficznym skrócie temat Przeglądarka jako platforma, w którym zaprezentował widgety. Po zakończeniu każdy chętny mógł zadać pytanie, jednym z nich było, czy pozbędziemy się kiedyś vendor prefixów, na które odpowiedź brzmiała: Nie, ponieważ twórcy przeglądarek eksperymentują z nowymi technologiami i implementują ficzery, które nie znajdują się w standardzie (jeszcze – lub nigdy się w nim nie znajdą). Z tego powodu – niejako jako efekt uboczny rozwoju wszystkich przeglądarek – zawsze będziemy mieli do czynienia z ich użyciem.
Ciekawe wnioski dotyczące tego jak ma się sytuacja z prefiksami możemy poczytać na znanym blogu quirksmode.

Podobało mi się to, że wystąpienie było bardzo neutralne – bez agitacji na rzecz Opery i bez ciągłego krytykowania Internet Explorera, przez co mówca skupił się na temacie, zamiast opowiadać to, co już wszyscy wiemy. Sprawnie i ciekawie prowadzone spotkanie!
Microsoft Surface

Microsoft Surface

Po zakończeniu pierwszego wykładu miałem okazję porozmawiać chwilę z Brucem Lawsonem (któremu spodobało się w Polsce), a potem przyjrzeć się Microsoft Surface. To prawie 100 kilowe cacko (nie tylko nakładka, ale cały stół) wzbudziło spore zainteresowanie wśród uczestników konferencji, sam też postanowiłem potestować je trochę. Na plus zaliczam fakt, że można śmiało wylać kawę czy inny napój i nie powoduje to uszkodzenia urządzenia, natomiast mimo całej widowiskowości trudno nie oprzeć się wrażeniu, że póki co sprzęt jest mocno przereklamowany (i przeceniony – kilkanaście tys. euro). Responsywność momentami jest zbyt wolna, ale to prawdopodobnie wina stacji (2.1 Ghz Core 2 Duo, tylko 2 GB ramu) oraz systemu, póki co to Windows Vista, pewnie na siódemce będzie chodziło dużo żwawiej. Póki co jednak to przyszłość. Nie do końca przypadła mi też do gustu komunikacja z urządzeniami mobilnymi, wizytówkami itd – wszystko musi zostać otagowane wcześniej specjalną nalepką z obrazkiem i mieć zainstalowaną aplikację kliencką (w przypadku wizytówek wystarczy oczywiście sama nalepka).
jQuery

jQuery

Po przerwie udałem się na prezentację jQuery: Write Less, Do more, którą prowadził Remy Sharp. Remy opowiedział krótko czym jest jQuery i dlaczego wszyscy go kochamy, pokazał kilka dobrych praktyk, które warto stosować podczas korzystania z tego frameworka i przedstawił trochę nowości. Prezentacja zawierała bardzo dużą ilość kodu i prowadzona była w dość szybkim tempie, jednak bardzo mi się podobała. Proponuję przekonać się samemu.

Następne wystąpienie to Inayaili de León z tematem Stop being so clever. To kolejna prezentacja, która podkreślała fakt, że niezależnie od tego, że Internet Explorer ma bugi, to nie należy nad tym debatować, tylko zaakceptować to – a designer powinien je dobrze znać i się przed nimi zabezpieczyć. Prelegentka przedstawiła cztery kluczowe cechy kaskadowych arkuszy stylów, które definiują czym jest CSS i jak go poprawnie używać. Są to:
  • cascade (kaskadowość)
  • importance (ważność)
  • inheritance (dziedziczenie)
  • specifity (określoność)
Inayaili Jest pierwszą osobą, o której wiem, która namawia do czytania specyfikacji CSS’a :) Istotny punkt, który został przez nią poruszony to częste popisywanie się przez twórców stron, które niczemu tak naprawdę nie służy – stosowanie bardzo zaawansowanych, nieczytelnych technik, które jedynie sprawiają wrażenie, że jesteśmy bardzo profesjonalni – ale nic poza tym. Cierpi na tym kod, który później jest ciężko przeglądać, a czasem i użytkownicy – komplikujemy proste i wystarczające rozwiązania na rzecz bajerów, które są nikomu nie potrzebne a nawet przeszkadzają. Prezentacja była nieco nudna, ale prowadzona z humorem i wdziękiem.

Ostatnia prezentacja, w formie case study, na której mogłem się pojawić to Czas przyspieszyć – optymalizacja wydajności serwisów internetowych prowadzona przez Piotra Czekałę z firmy Insys (organizatora imprezy). Piotr omówił dlaczego warto optymalizować serwisy WWW (mniejsze koszty, lepszy UX, większe zyski) i przedstawił przykłady polskich witryn przed i po optymalizacji. Prelegent zwrócił szczególną uwagę na problemy dotyczące obrazków (CSS sprites, PNG8, kompresja itd) Skala problemu wydaje się być bardzo duża a korzyści z zastosowania dobrych praktyk – ogromne (np. połowę mniejszy ruch). Piotr mówił bardzo żywiołowo i dobitnie, precyzyjnie wyrażał swoje wnioski i bardzo dobrze się go słuchało.

Żałuję, że nie mogłem zostać na ostatniej serii prelekcji i afterparty, mam nadzieję, że uda mi się to w przyszłości nadrobić.

Podsumowując, pierwsza edycja SparkUpa była moim zdaniem bardzo udana, ogromne brawa dla organizatorów. Cieszy mnie to, że powstaje coraz więcej eventów web developerskich w Polsce, teraz kolej na Wrocław i Warszawę.

Cywilizacja obrazu i semantyczna Sieć, czyli Artbuzz 2010

Artbuzz 2010

Witam serdecznie po dość długiej nieobecności. Wymienienie wszystkiego co się u mnie wydarzyło od ostatniego wpisu zajęło by wiele czasu, z ręką na sercu przyznaję: zabierałem się do tego wielokrotnie, ale nic z tego nie wyszło, wygląda więc na to, że nie ma co się zmuszać.

Do napisania zainspirowała mnie pierwsza edycja krakowskiego eventu skupiającego się wokół tematyki mediów – Artbuzz. Czy warto było się ruszyć z Warszawy do Krakowa? Myślę, że tak.

Spotkanie zorganizowane zostało w centrum nauczania AGH (budynek U2) i chociaż nie potrafię porównać tego miejsca do innych dostępnych w Krakowie lokalizacji to muszę przyznać, że był to świetny wybór. Zarówno sala wykładowa jak i hol były bardzo przestronne i czyste, wyposażenie pomieszczeń nowoczesne. Na auli znajdowały się dwa telebimy, nagłośnienie było w porządku, jako słuchacz czułem się komfortowo (no, może trochę za ostro działała klimatyzacja). Myślę, że w przyszłości warto by zadbać, aby na sali było nieco ciemniej – prezentacje wyglądałyby wtedy jeszcze lepiej.

Artbuzz podzielony był na dwa bloki – Nowoczesne technologie internetowe oraz Grafika komputerowa, efekty FX. Ze względu na skromne możliwości czasowe wziąłem udział tylko w pierwszej części, bliższej moim zainteresowaniom.

Przy wejściu trzeba było pokazać specjalnie zakodowany obraz, który identyfikował każdego uczestnika oraz uprawniał do wstępu na wybrane przez niego wykłady. Niestety niepowodzeniem kończyły się próby rozpoznania obrazów wyświetlanych z ekranów telefonów komórkowych i innych urządzeń mobilnych.

Inauguracyjny wykład zatytułowany Grafika komputerowa jako środek komunikacji z maszynami i ludźmi poprowadził prof. zw. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie słowa wykład inauguracyjny brzmią jak synonim do ale nuda i z doświadczenia mogę powiedzieć, że często tak właśnie bywa. Ale – nie, nie – na szczęście nie tym razem. Profesor Tadeusiewicz, którego miałem okazję słuchać po raz pierwszy, to bardzo dowcipny, elokwentny mówca, można by rzec, że gawędziarz, ale jest przy tym niezwykle rzeczowy i konkretny. Dało się odczuć, że dysponuje rozległą wiedzą na temat, na który się wypowiadał, a jego spostrzeżenia były bardzo ciekawe. Zrobiłem notatki, z tego co usłyszałem, oto one:

Społeczeństwo posługuje się przede wszystkim słowem, tekstem, ale dość trudno jest precyzyjnie oddać nasze myśli za ich pomocą. Profesor zwrócił uwagę na fakt, że rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej gdybyśmy potrafili wyrażać się poprzez obrazy, a nie gesty czy słowa. Niestety, nasza anatomia nie sprzyja tego typu komunikacji, a szkoda, bo jest to forma, która dociera do nas zdecydowanie efektywniej.

Ważnym problemem jest postępująca digitalizacja wszelkich materiałów, co rodzi kolejną niedogodność – konieczność tworzenia interfejsów do ich obsługi. Jakie korzyści wynikają z takiej migracji? Istnieje szansa na to, że zaprojektowane nowe formy korzystania z informacji znacznie zwiększą wydajność jej przetwarzania (tak jak bywa, że łatwiej jest coś narysować niż wytłumaczyć w formie słów). Nauka niesie nadzieję, że nasza anatomia przestanie być barierą w komunikacji wizualnej, a to dlatego, że istnieją wcale nie takie proste już systemy translacji reakcji mózgu (fale, impulsy elektryczne) na konkretne działania (np. poruszanie obiektami). Wyrażanie myśli staje się niezależne od cielesności. Kwestią czasu jest, kiedy uda nam się zbudować na tyle precyzyjne urządzenia, które pozwolą modelować obrazy bezpośrednio z głowy. Dlaczego tak dążymy do tej wizualizacji? Bo jeden obraz potrafi wyrazić więcej niż wiele słów, działa na nasze emocje, podświadomość, jest bogatszy i łatwiej przyswajalny, nierzadko znacznie bardziej estetyczny.

Profesor Tadeusiewicz wyraził opinię, że znaczenie obrazów w społeczeństwie i komunikacji będzie coraz bardziej istotne, nazwał obecne pokolenie cywilizacją obrazu, którą chcąc czy nie – stajemy się.

Przypływ inwencji twórczej podczas przerwy

W przerwie między wykładami do dyspozycji słuchaczy oddany został szwedzki stół z wieloma przysmakami: cukierkami, pączkami i innymi słodkościami oraz gorącą kawą i herbatą. Ilość przekąsek była na tyle duża, że każdy spragniony dawki kofeiny i czegoś do przegryzienia czuł się usatysfakcjonowany.

W pewnej chwili ogarnęła mnie wątpliwość czy zapisałem się na wszystkie wykłady, na które pragnąłem pójść. No, ale mamy XXI wiek, zdecydowałem się z Opery Mobile wbić na stronę Artbuzza, zalogować na swoje konto i sprawdzić, czy zaznaczyłem wszystko co trzeba. Niestety, użyteczność strony internetowej pozostawiała wiele do życzenia. Mimo dobrych chęci nie udało mi się zalogować na swoje konto. Uważam, że jest to bardzo duże niedociągnięcie ze strony organizatorów, tym bardziej że spotkanie odbywa się na temat przyszłości mediów i Internetu, której dostępność i użyteczność stanowią istotne elementy.

Mając nadzieję, że wypełniłem odpowiednie pola poszedłem na kolejny wykład, na którym Wojtek Zając prezentował temat HTML 5 i mikroformaty dla pragmatyków.

O co w ogóle chodzi z tym HTML4, XHTML, HTML5 itd? W dość zwięzły sposób przedstawił to pornel (zachęcam do lektury). Wojtek na początku wyjaśnił wszystkie zawiłości związane z wyłonieniem się HTML5, jego zwycięstwem nad XHTML 2.0 (z ważniejszych argumentów: brak kompatybilności wstecznej) i tym, dlaczego warto używać akurat HTML5. Podczas prezentacji padła informacja, że HTML5 powinien być w pełni zaimplementowany do 2022 roku. Z niewiadomych powodów spora część sali parsknęła śmiechem. Słyszałem głosy rozbawionych ludzi, mówiących: „To on nam pokazuje coś, czego będziemy mogli użyć dopiero w 2022 roku?!„. HTML5, podobnie jak termin Web 2.0, jest trendy i myślę, że po prostu część słuchaczy nie do końca zdawała sobie sprawę z czym ma do czynienia. Spójrzmy chociażby na HTML 4.x, którego pierwsza wersja została opublikowana pod koniec 1997 roku, wystarczy zapoznać się z wynikami testów Acid3, aby zobaczyć, że do dzisiaj przeglądarki Mozilla Firefox i Internet Explorer nie przechodzą pomyślnie całego testu kompatybilności ze standardami. Nieźle, to już prawie 13 lat, a ludzi bawi niecałe 12. No i czy nikt tego nie używa mimo braku pełnego wparcia dla standardów? Niespodzianka, sporo przeglądarek używa już elementów HTML5 i całkiem nieźle sobie z nimi radzi.

Czuję niedosyt – brak przykładów storage, web workers i manifest. Mimo to Wojtek pokazał sporo przykładów z życia wziętych, dzięki czemu można było zobaczyć jak wykorzystać nowe elementy HTML’a w praktyce – Quake2 rulez! Niestety wystąpienie trwało tylko godzinę, więc nie można było opowiedzieć o wszystkim. Podobała mi się sama prezentacja – ładnie wykonana od strony graficznej, klimatyczne zdjęcia i miłe dla oka przejścia. Pro!

Oprócz mówienia o samym HTML5, Wojtek ewangelizował o mikroformatach. Poprzez dodanie odpowiednich klas do elementów możemy wzbogacić treść o elementy semantyczne, dzięki który wybrane przez nas porcje danych łatwo jest wyszukać, eksportować i łączyć ze sobą, możliwości tego rozwiązania są naprawdę ogromne – budowanie sieci kontaktów, opisy miejsc i prezentowanie ich na mapach, gromadzenie informacji o wydarzeniach i wiele innych – a to wszystko w łatwy, zautomatyzowany sposób importowane i eksportowane. Genialne! Szczególnie polecam wtyczkę do Firefoksa – Operator, która wykrywa obecność mikroformatów na odwiedzanych stronach i pozwala operować na nich.

Zainteresowanie Artbuzzem było dość duże.

Wystąpienie Wojtka zmobilizowało mnie do zmodyfikowania mojej strony – zrobiłem migrację na HTML5 oraz użyłem kilku mikroformatów, zobaczcie sami, otwórzcie źródło i przekonajcie się, że chociaż daje to wiele możliwości to jest to bardzo proste rozwiązanie. Dzięki Wojtek!:)

Ostatnia prezentacja na której byłem to Design in mind. Nowa architektura komponentów – Flex 4 autorstwa Piotra Walczyszyna. Spodziewałem się w zasadzie czegoś bardziej konkretnego, ale był to po prostu szybki przegląd, zajawka, tego co Flex potrafi. Przyznam, że nie do końca mi się podobała forma – bieganie po ekranie i przeklikiwanie się przez interfejs, pokazano tak naprawdę wszystko i nic jednocześnie. Podejrzewam, że taka prezentacja powinna trwać przynajmniej dwa razy dłużej, żeby można było z niej coś wynieść. Piotr Walczyszyn zaprezentował czym jest Flex, opowiedział o podstawowych założeniach, o tym z czego składa się aplikacja flexowa i jak z aplikacji webowej za pomocą Adobe AIR przekonwertować ją do desktopowej. Sporą część prezentacji zajęło pokazanie produktu Adobe Flash Catalyst, które służy do działania na styku designer-programista i pozwala na budowanie interfejsów dla aplikacji RIA.

Adobe Flex jest technologią o otwartym kodzie źródłowym, ale sam Flex Builder już taki nie jest, chociaż można użyć oczywiście innych IDE – pod Linuksem Flex Builder i tak nie działa, bo podobno jest małe zainteresowanie tą platformą wśród developerów. Aplikacje flexowe są przenośne, działają również na urządzeniach mobilnych, ale pojawia się tu wstydliwy wątek dotyczący firmy Apple… Pozostawiony został bez komentarza.

Pan Piotr zapytany o to, jak wygląda Flex od strony wydajnościowej (jawne nawiązanie do ‘czystych’ aplikacji webowych z nadchodzącym HTML5 na czele) odpowiedział enigmatycznie, że to zależy od programisty, który robi aplikację flexową. Trochę mnie to rozbawiło. Z pytaniem o wydajność tego typu platformy jest podobnie jak z pytaniem o to, ile pali dany samochód – nie odpowiadamy, że mało, bo 30 litrów na 100 km, tylko porównujemy to do konkurencji. No ale, dowiadujemy się, że to wszystko jest nieważne, bo to zależy od programisty. Niczego innego trudno się było spodziewać, bo wszyscy dobrze wiemy jak Flash potrafi zamulić przeglądarkę (szczególnie pod Linuksem).

Co z indeksowaniem aplikacji flexowych? Piotr Walczyszyn zwrócił tutaj uwagę, że Flex nie jest wykorzystywany do budowania stron internetowych, tylko aplikacji webowych. Są to zazwyczaj zamknięte systemy, które nie muszą być indeksowane. Przychodzi mi tu jednak na myśl dostępność i użyteczność. Obawiam się, że w przypadku budowania aplikacji webowych dedykowanych dla dużej liczby użytkowników zostaną one po prostu zignorowane – jak z aplikacjami radzą sobie czytniki dla osób niepełnosprawnych?

Pan Piotr posiada dużą wiedzę na temat Flexa, mam nadzieję, że w przyszłości będzie miał udostępnione nieco więcej czasu, żeby się nią podzielić.

Podsumowując tę część Artbuzza, w której uczestniczyłem – podobało mi się. Wykład o grafice był bardzo inspirujący, mikroformaty pokazały jak należy patrzeć na Sieć – jak na zbiór skrawków informacji połączonych ze sobą i współdziałających, w sposób całkowicie dynamiczny i otwarty. Prezentacja Flexa była przeznaczona bardziej dla osób początkujących i nie znających tej technologii, więc nie wyniosłem z niej wiele – może to dobra uwaga do organizatorów – żeby przy tego typu tematach zaznaczać poziom zaawansowania? Organizacja była sprawna i nie było zbyt wielu wpadek (zadbajcie proszę o obsługę urządzeń mobilnych – na WWW oraz przy akcjach typu skanowanie obrazka!). Myślę, że jak na pierwszą edycję to było (wyjątkowo) dobrze!

Do zobaczenia w przyszłym roku!

Minutki z książki „Motywacja bez granic”

Podczas słuchania audiobooka ‘Motywacja bez granic’ autorstwa Nikodema Marszałka zapisywałem główne założenia przedstawione w tej pozycji. Myślę, że ta lista zaoszczędzi sporo czasu tym, którzy chcieliby pobieżnie zapoznać się z w/w tytułem.

Motywacja – jak ją zyskać, jak jej nie stracić

  • eliminuj rzeczy demotywujące
  • planuj, nie fantazjuj
  • nie uzależniaj swoich marzeń od innych – przejmij pełną odpowiedzialność
  • „sukces to kim człowiek jest, a nie co robi”
  • dostrzegaj szanse, szukaj ich, a nie czekaj na nie
  • naucz się podejmować samotne decyzje (co zrobię dzisiaj żeby przybliżyć się do celu?)
  • nie porównuj się do innych, szczególnie gorszych (stagnacja)
  • zrzuć blokady, ryzykuj
  • nie próbuj zadowolić wszystkich
  • zmień organizację swojego miejsce pracy (wietrzenie, jonizatory)
  • rozwiąż problemy żeby nie przeszkadzały w trakcie pracy
  • rozbij problemy na drobniejsze elementy
  • traktuj problemy jako wyzwania i szanse, a nie nieszczęścia
  • ilustruj swój postęp
  • ogłoś swój cel światu
  • pamiętaj, że rywalizacja daje motywację
  • stawiaj sobie poprzeczkę wyżej niż cel, który chcesz osiągnąć
  • planuj w wolnej chwili
  • zacznij od trudnych zadań, dopiero później przejdź do łatwiejszych
  • negatywna motywacja to czasem jedyna szansa (unikanie cierpienia)
  • pilnuj drobiazgów
  • nie wiń innych za swoje porażki
  • „jeśli nie masz na coś wpływu – nie reaguj”
  • staraj się być blisko ekspertów i ludzi sukcesu
  • jasne określenie celów (tydzień, miesiąc, rok, życie)
  • wizualizacja celu
  • idee fixe (fr.  „myśl natrętna”) pomaga  — mała szajba czasem potrafi zdziałać cuda
  • SNIOP: Subject to the Negative Influence of Other People — demotywacja
  • rzucaj wyzwania
  • Człowieka z charakterem pociąga to, co jest trudne, ponieważ dopiero w zmaganiach z przeciwnościami potrafi sobie uświadomić swój własny potencjał” — Charles de Gaulle
  • nie bądź marzycielem, lecz inspiratorem
  • nie rób wszystkiego sam
  • tylko cel zgodny z systemem wartości daje motywację

Jeżeli zainteresowały Cię moje notatki – zachęcam do przesłuchania audiobooka.

7 dobrych pomysłów

Oto moja lista 7 ficzerów z Sieci i oprogramowania desktopowego, które uważam za bardzo udane. Coś, co ułatwia mi życie albo po prostu korzystanie z tego sprawia mi przyjemność, czy urzeka od strony technicznej.

MojeGrosze.pl

MojeGrosze.pl – logowanie

No po prostu bomba. Nie muszę się rejestrować – podaję tylko dane z Grona lub Google Acc i jestem w środku. Uwielbiam to. Proste, szybkie, skuteczne. Czuję się jak z OpenID.

Grono.net

Grono.net

Grono.net – może ich znasz?

Musiałem się kiedyś sporo naszukać, żeby pododawać wszystkich do swojej friendlisty. Ale mamy nowe czasy. Teraz już nie ma obawy, że jakiś znajomy prześlizgnie się niezauważony – ten ficzer Grona sprawia, że Wielki Brat patrzy i nie pozwoli nikomu przejść pod czujnym Okiem Mordoru, które nieustannie szuka w znajomych moich znajomych. Mam ogromną nadzieję, że tylko ja posiadam tę funkcję, a nikt inny jej nie widzi, ale to chyba nie jest możliwe No cóż, w takim razie – cieszmy się wszyscy. Myślę, że w konkurencyjnych serwisach brakuje takiej możliwości. A szkoda, komu się chce szukać tych samych osób po kilkudziesięciu profilach?

WordPress.org

WordPress.org

WordPress – dodawanie posta

Publikowanie treści jeszcze nigdy nie było tak proste, funkcjonalne i ładne. Mamy tutaj autozapis na wypadek totalnej katastrofy przeglądarki, podgląd wyglądu posta, graficzny oraz tekstowy edytor treści, dość rozbudowane uploadery, np:  zdjęć – razem ze wszystkim co nam potrzebne do ich prostej obróbki. Oczywiście nie brakuje możliwości kategoryzowania/tagowania, Dodatkowym plusem jest przechowywanie kolejnych wersji danego tekstu (przy pomocy autozapisu) i możliwość przywrócenia odpowiedniej wersji – czego chcieć więcej?

Eclipse.org

Eclipse.org

Eclipse – SVN

Każdy, kto ma swój ogródek posiada zapewne łopatę, grabie, sekator czy inne narzędzie. Jeżeli jednak ogródek jest tak wielki, że to nie wystarcza musimy czasem pójść nieco dalej i skombinować jakąś machinę, dajmy na to kombajn. Tak też jest z programowaniem. Eclipse jest takim właśnie koderskim kombajnem, a jednym z elementów, które możemy do niego dołączyć (istnieje cała masa) jest obsługa systemu kontroli wersji Subversion. Dzięki temu, nie trzeba się już paprać z dodatkowymi programami, tylko po to, żeby dograć do naszego repozytorium jeden pliczek albo sprawdzić historię zmian projektu nad którym obecnie pracujemy. Dwa kliknięcia, dwa ruchy myszką i gotowe. Proste jak cep. Szkoda, że to Java, ale i tak został wykonany kawał dobrej roboty!

Django

Django

Django admin

Wyobraź sobie, że piszesz biznesplan i po zakończeniu automatycznie wchodzi on w życie. Na podobnej zasadzie działa administracja Django. Po utworzeniu odpowiednich modeli ze wzorca MVC generowany jest panel do zarządzania, gratisowo dostajemy też zarządzanie użytkownikami i ich uprawnieniami. Czekam aż inne frameworki będą takie mądre. Mniaaam!

Ubuntu GNU/Linux

Ubuntu GNU/Linux

Ubuntu – update manager

Jeżeli masz Windowsa, to możesz porównać ten program do Windows Update czy Automatycznych aktualizacji. Różnica polega na tym, że tutaj aktualizujemy cały system razem ze wszystkimi posiadanymi aplikacjami. Nowa wersja OpenOffice’a? Nie ma problemu! Nowy kernel Linuksa? Jeszcze się pytasz?! Po co zajmować sobię głowę sprawdzaniem czy są nowe wersje programów i ich reinstalacją? Tutaj niemal wszystko dzieje się automagicznie. Co za ułatwienie życia i oszczędność czasu!

Google Docs

Google Docs

Google Docs

O ile nie jestem specjalnym fanem Google, ze względu na ich imprerialną politykę to szczerze podziwiam wiele z ich wynalazków. I tak, chociaż niektóre pomysły tej korporacji nie pozwalają mi nie bać się np. o moją anonimowość w Sieci, to Google Docs sprawia, że przynajmniej ułamek mojego życia jest w dość komfortowej sytuacji. Po pierwsze dlatego, że nie muszę taszczyć ze sobą pakietów biurowych tylko po to, by odczytać jeden mądry plik. A po drugie, że Microsoft dostał zasłużonego kopa. Dwie pieczenie na jednym ogniu plus garść ficzerów, które ułatwiają pracę nad dokumentami w większym i rozproszonym środowisku.

I to by było na tyle. Jeżeli i Wy macie jakieś funkcje, które za każdym razem gdy ich używacie wzbudzają w Was zachwyt albo są na tyle naturalne, że aż ich nie zauważacie dopóki się nie skupicie na zagadnieniu – dodajcie komentarz z ich opisem!

Więcej harmonii, więcej wydajności

autor: Simon Pow@flickr

autor: Simon Pow@flickr

Każdemu z nas zdarza się narzekać na brak czasu, na nadmiar zajęć, goniące nas terminy. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie ustawienie hormonogramu zajęć i nabycie nawyków, które pomogą uporać się z pracą oraz zachować dobre nastawienie do życia. Poniżej przedstawiam rozwiązania, które pomogły mi zwiększyć produktywność przy jednoczesnym uniknięciu znużenia i przemęczenia.

W zdrowym ciele zdrowy duch

Nie od dziś wiadomo, że podstawą dobrego samopoczucia jest utrzymanie ciała w korzystnej formie. Wysiłek fizyczny pozwala zrelaksować się, uspokoić, nabyć pewności siebie. Umiejętność kontrolowania ciała znacznie poprawia naszą zdolność do ustanawiania rygoru w sferze duchowej. Dodatkową zaletą popełniania aktywności fizycznej jest wzrost odporności, lepsza kondycja, zadowolenie z siebie.

Ważnym elementem wdrażania nawyków jest systematyczność. Uprawianie sportu nie jest tutaj wyjątkiem. Nie jest istotne czy będzie to 10km bieg dwa razy w tygodniu czy trzy krótkie wypady rowerowe, najważniejsze by ustanowić wysiłek fizyczny swoim nawykiem. Nie należy forsować się zbytnio na samym początku, żeby nie doznać kontuzji i nie zniechęcić się bólem, niech sport stanie się odskocznią od rzeczywistości, odprężeniem, chwilą obcowania z przyrodą. Dla mnie jest to również pole do samodoskonalenia, ustanawianie kolejnych limitów i mierzenie się z nimi sprawia, że widząc rzeczywiste postępy czuję się lepiej, mam świadomość, że idę naprzód.

Myślę, że trzy dni w tygodniu to ilość treningu wystarczająca, żeby móc trochę potrenować i znaleźć jeszcze trochę czasu na regenerację mięśni. Przyznam, że sam staram się trenować coś codziennie. W moim przypadku sprowadza się to do zaczynania dnia od sportu, by później zająć się pracą, jednak wydaje się to być kwestią zupełnie indywidualną.

Co trenować? Najłatwiej zacząć od dłuższych spacerów, biegania, jazdy rowerem lub pływania, co nie wymaga szczególnych nakładów finansowych (uwaga na buty do biegania!) i nie jest specjalnie ekstremalne, więc może zostać zaaprobowane przez ludzi w każdym wieku.

Kto rano wstaje …

Od razu muszę powiedzieć, żeby tysiąc osób nie uznało mnie z góry za hipokrytę, że wczesne wstawanie (lub raczej – wczesne chodzenie spać) to element nad którym sam ciąglę pracuję, ale uważam za niezbędny. Dlaczego warto?

Bardzo lubię pracować w nocy, jest wtedy chłodniej niż w dzień, słońce nie razi po oczach, jest ciszej, łatwiej się skupić, jest mniej ludzi i mniej żwiązanego z tym zamieszania (maili, telefonów itd). Brzmi świetnie, prawda?

Niestety, system pracy nocnej ma wiele wad. Światło słoneczne powoduje pobudzenie mechanizmów krwiotwórczych, zwiększenie odporności organizmu, przyspieszenie przemiany materii – same plusy i tego właśnie nam trzeba, a niestety brakuje. Brak światła może przyczynić się do depresji. Słyszałem/czytałem juz wiele razy, że: najzdrowszy sen to ten przed północą. Niekoniecznie tak jest – polecam przeczytać: Sen – fakty i mity. W skrócie: Dobrze jest poobserwować swój organizm i dostosować się do jego wymagań dotyczących snu – nie zmieniać ich na siłę. Od siebie dodam jeszcze, że warto zrobić sobię przerwę od rozrywek elektronicznych (komputer, TV itd) jakieś minimum 60 min przed pójściem spać – na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że znacznie utrudniają one zasypianie (zbyt duże przesiąknięcie człowieka obrazami, informacjami).

Na koniec jeszcze kilka ciekawych statystyk:

58% Polaków zasypia między godziną 21.00 a 23.00. W weekendy liczba osób zasypiających po godzinie 01.00 w nocy wzrasta z 4% (w dni powszednie) do 11% ( TNS OBOP, 2007).

65% of Americans are losing sleep due to stress.
32% of Americans are losing sleep at least one night per week.
16% of Americans experience stress-induced insomnia.
Bettersleep.org

Sleep problems are reaching epidemic proportions, estimated to be the #1 health related problem in America – CNN, May 1997.
National Sleep Foundation, 2002 Annual Sleep Survey: Almost 74% of all Americans do not get enough sleep each night.
apollolight.com

Papier Twoim przyjacielem

Jeżeli ciągle coś robisz – piszesz, wymyślasz, kreślisz i tak dalej – niezmiernie istotne jest mieć przy sobie coś, co umożliwi zapisanie nowych pomysłów. Niektórym wystarcza zapisać to na kartce, inni wpisują wszystko do kómórki albo PDA. Każdy sposób jest dobry, byle nie stracić pomysłu. Nie wychodź z domu bez kartki i długopisu, bo szybko zaczniesz żałować. Ważne jest też, żeby zapisywać w miarę dużo (nawet nieprzemyślanych) odczuć związanych z danym pomysłem – niestety kilkukrotnie zdarzyło mi się zapisać coś szybko na kartce, po czym po dwóch dniach nie byłem w stanie w ogóle skojarzyć utrwalonych słów z jakąkolwiek myślą.

Nie ufam elektronice. Zawsze przepisuję zapisane w różnych urządzeniach myśli na kartkę, by potem wykreślać je po realizacji. Papier się nie skasuje i pozwala mi przypomnieć sobie jak się pisze długopisem :) Bardzo lubię później patrzeć na taką stronę z powykreślanymi rzeczami, czuję, że coś zrobiłem i mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Nierzadko podczas zapisywania lub wykreślania konkretnych punktów przychodzą mi do głowy kolejne pomysły i wtedy od razu lądują na liście.

Akcja koncentracja

Pracujesz, utknąłeś w jakimś martwym punkcie, który wymaga od Ciebie pełnej koncentracji aby przejść dalej, a tu nagle znajomy pisze na GG, czy nie wiesz może dlaczego jego IE od razu po włączeniu się wyłącza. Nie wiesz, w końcu to Windows, takie rzeczy dzieją się tam na porządku dziennym bo niby skąd masz wiedzieć. A przy okazji skoro już się odezwał to, co u Ciebie? A widziałeś może najnowszy teledysk zespołu X? Nie? To masz tu linka do YouTube’a. Sprawdź przy okazji, bo dostałeś zaproszenie do znajomości. I tak zaczyna się cała lawina. Zanim załaduje się filmik, sprawdzisz po raz trzydziesty pocztę, zobaczysz kto jest online, porównasz kurs dolara z euro, dowiesz się, że Kubica jest trzeci, a jeśli nie daj Boże masz jeszcze obok telewizor…

Każdy człowiek potrzebuje do pracy określonych warunków. Wbrew temu, co wielu myśli multitasking obniża efektywność pracy. Jeżeli chcesz wykonać swoją pracę – skup się na tym. Wyłącz komunikatory, wyloguj się ze swoich kont na portalach społecznościowych, przestań sprawdzać pocztę co 5 minut. Im szybciej skończysz pracę, którą masz do wykonania, tym prędzej będziesz miał swój wolny czas, w którym możesz robić co Ci się żywnie podoba ;-)

Pracujący ludzie reagują na muzykę w bardzo szczególny sposób. Niektórym ona przeszkadza, niektórym tylko czasami, a część osób kompletnie nie może słuchać czegokolwiek poza szumem wiatraka w komputerze, bo ich to rozprasza. Moja rada: jeżeli nie należysz do tej ostatniej grupy, to włącz energiczną, optymistyczną muzykę, która nakręci Cię do działania. Ważne jest, żeby nie była to żadna nowa dla Ciebie muzyka, bo za bardzo będziesz się na niej skupiał. Dla mnie przykładowo nie stanowi problemu słuchanie muzyki nieinstrumentalnej, może być nawet hiphop, ale tylko pod warunkiem, że znam go na wylot. W innym przypadku mój mózg analizuje co poeta miał na myśli i łatwo się rozpraszam.

Dodatkowym czynnikiem, który może nas dekoncentrować jest świadomość tego, że wśród rzeczy do wykonania istnieje czynność, która wydaje się nam trudna lub nie mamy na nią pomysłu. Staram się zawsze wykonywać takie rzeczy na samym początku, bo w innym przypadku ciągle o nich myślę i przez to tracę skupienie na tym, co w danej chwili powinno być dla mnie ważniejsze. Trzeba skupić się na każdej rzeczy po kolei, ale tylko jednej w danej chwili i pracować nad nią aż do ukończenia.

Nie daj się zwariować

Mimo natłoku pracy i ciągłej presji – trzymaj dystans. Każdy z nas ma prawo do pomyłki, każdy z nas ponosi porażki. Nie czuj się wyjątkowy w tym względzie. Nie wolno dać się zwariować pracy. Gdy tylko czujesz, że tego potrzebujesz – wrzuć na luz i zrób sobie wolne, spotkaj się ze znajomymi, odpręż się. Są dni podczas których nieważne jak bardzo się skupisz – nic nie drgnie do przodu. Jeśli czujesz, że to właśnie ten dzień – odpuść i nie próbuj głową przebić muru.
Gdy tracisz motywację do tego co robisz – zadaj sobie pytania: Dlaczego to robię? Jaki mam w tym cel? Czy to uczyni moje życie lepszym? Czy warto się dla tego poświęcać? Ciągle kwestionuj i weryfikuj to, co robisz, wszystko po to, żeby czuć się właściwą osobą na właściwym miejscu, co jest kluczem do dobrego samopoczucia i sukcesu zawodowego czego Wam i sobie życzę.