Po co trenować sporty walki?

Autor: sergiop @ flickr

Autor: sergiop @ flickr

Często ktoś pyta mnie: Dlaczego walczysz z innymi? Nie lepiej grać w piłkę nożną, siatkówkę, …? Lubię różne sporty zespołowe i ogólnie aktywność fizyczną jako taką, więc nie mam nic przeciwko pograniu razem ze znajomymi w piłkę czy pójściu na basen. Sporty walki łączą w sobie jednak wiele elementów, nie wszystkie z nich występują w innych dyscyplinach. Wróćmy więc do pytania: Dlaczego?

Rozwój fizyczny. Sztuki/systemy walki zmuszają człowieka do systematycznego, ogólnorozwojowego treningu. Regularne ćwiczenia poprawiają zwinność, stan umięśnienia i kondycję.

Wyciszenie. Podczas treningu nie ma czasu na rozmowy o tym, czy o tamtym. Liczy się tylko ćwiczenie danych elementów albo walka. Po wysiłku fizycznym czuję się zmęczony, ale psychicznie zrelaksowany.

Przezwyciężanie słabości. Walka zmusza do bycia w stanie ciągłego skupienia i dawania z siebie maksimum możliwości. Nauka jest procesem składającym się z ponoszenia porażek (w tym sporcie bywa to szczególnie bolesne) i powstawania z upadku, by wrócić i walczyć dalej. Walczenie hartuje ducha, daje pewność siebie. Zobacz też: ‘Psychika w sportach walki’.

Bezpieczeństwo. Umiejętność walczenia zwiększa szansę na obronę w trakcie niespodziewanego ataku na ulicy czy w innym miejscu. Uważam, że każdy posiada wartości/osoby za które gotów jest walczyć i ich bronić, dlatego też warto umieć to robić i doskonalić się w tym. Nigdy nie wiadomo kiedy się to przyda, a przezorny zawsze ubezpieczony.

Wyładowanie emocji. Nie ma się co oszukiwać, w każdym z nas siedzą różne pokłady agresji, które prędzej czy później zostają uwolnione w ten czy inny sposób. Cytując film Fight Club: „W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, że musi dać komuś w mordę”. W tym sporcie każdy ma taką szansę… ;-)

Na koniec chciałbym podkreślić, że nie kultywuję w żaden sposób agresji skierowanej w stosunku do innych ludzi, ale cieszę się, że istnieją dyscypliny sportu, które umożliwiają walkę fair, która ma na nas korzystny wpływ. Jeżeli jesteś pacyfistą, który brzydzi się systemami walki, pomyśl nad sztukami walki – więcej w nich introwersji.

10 najlepszych piosenek o miłości

Postarałem się wybrać piosenki kompletnie różnych wykonawców, jest niemal pewnym, że pominąłem wiele świetnych kawałków, te przyszły mi na myśl jako pierwsze.

Damien Rice – Can´t Take My Eyes Off You

Hooverphonic – Eden

Moody Blues – Nights In White Satin

Pezet/Ajron – W Moim Świecie

No Doubt – Don’t Speak

Nouvelle Vague – In A Manner Of Speaking

Dragonette – True Beliver

Ania Dąbrowska – Nie Ma Nic W Co Mógłbyś Wierzyć (embedding off)

Fisz/Emade jako Tworzywo Sztuczne – Sznurowadła

Yann Tiersen – La Valse d’Amelie (Orchestre)

Przegląd kulturalny

Death Race

Death Race

Death Race

Były rajdowiec (Jason Statham) zostaje zmuszony do wystartowania w Wyścigu Śmierci – brutalnym turnieju samochodowym przeznaczonym dla więźniów, którzy mają szansę wygrać wolność. Nie jest to zachęta do obejrzenia, tylko streszczenie całej fabuły filmu. Mimo niewysokiego poziomu skomplikowania wątku głównego, muszę przyznać, że produkcję ogląda się bardzo przyjemnie, bez ziewania i zastanawiania się dlaczego dana postać zrobiła w tej chwili to, co właśnie zrobiła. Większość czasu oglądać będziemy bardzo efektowne wyścigi, pełne spektakularnych manewrów i wypadków, które są na tyle dobrze dopracowane, że nie znudzą się po 30 minutach. Nie należy oczekiwać zbyt wiele od gry aktorów, nie powala na kolana, ale też nie drażni w przerwach między niszczeniem kolejnych aut. Polecam obejrzeć po naprawdę ciężkim dniu – szybki, brutalny, nie wymagający myślenia, czysta akcja, rozkosz dla oczu. Jeżeli oczekujesz czegoś więcej – zawiedziesz się.

Moja ocena: 7/10, IMDB: 6.7/10 (7,223 głosów)

My Life Without Me

My Life Without Me

My Life Without Me

Wiodąca trudne, ale szczęśliwe życie sprzątaczka Ann (Sarah Polley) dowiaduje się nieoczekiwanie o swojej chorobie nowotworowej, która ma doprowadzić do jej śmierci. Kobieta zataja przed wszystkimi informację o swoim cierpieniu, tworzy listę rzeczy do zrobienia przed odejściem z tego świata i stara się wykorzystać pozostały jej czas na uporządkowaniu swojego życia. Obraz przedstawia ostatnie chwile żony i matki dwójki dzieci, która za wszelką cenę chce by ci, którzy ją otaczają byli szczęśliwi po jej śmierci. Dzieło melancholijne, świetna gra aktorska. Mimo tego, że nie przepadam za filmami, których finał znam od razu po ich rozpoczęciu, ten oglądałem z przyjemnością i pełnym zaangażowaniem.

Moja ocena: 8/10, IMDB: 7.6/10 (8,187 głosów)

Kilka dźwięków na szare wieczory

Fink

Pidżama Porno feat. Gutek – Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości

Dido – Take my hand

Yann Tiersen – Summer 78 (Goodbye Lenin OST)

Pezet – Siedem dni

King Crimson – Epitaph

Ultra Orange Emmanuelle – Don’t kiss me goodbye

Turcja

Wielki odlot

Około godziny dwunastej po pięćdzięsięciominutowym wojażu pociągiem znalazłem się w Warszawie. Szybkie zjedzenie całkowicie wczorajszych Stripsów nie natchnęło mnie zbyt pozytywnie, ale coś trzeba było chapnąć, żeby nie umierać później z głodu na lotnisku. Dobrze sprawdzoną taksówką przemknąłem za 35 PLN na Okęcie skąd miałem wylecieć o 15:50. Wbrew moim szczerym chęciom okazało się, że wylot nastąpi dopiero o 17:20, a następnie ok 18:45. Kilka godzin czekania na lotnisku to nic przyjemnego. Po takim okresie czasu człowiek zna już lokalizację wszystkich sklepów, stanowisk biur podróży, ceny kawy, lokalne aktualności i mnóstwo innych mało koniecznych do życia informacji. Powinienem w tym miejscu dodać, że kanapka za 10 PLN nie smakuje lepiej niż zwykła, chociaż jak się później okazało jest zdecydowanie smaczniejsza od tych na lotnisku w Antalii.

Start samolotu to coś, co lubię najbardziej ze wszystkich rzeczy związanych z lataniem. Niezłe przyspieszenie, wznoszenie się, widok oddalających się budynków a potem przebijanie się przez chmury i ich obraz z góry. Mrau. Lot z Warszawy do Antalii trwał 2h 25min i w porównaniu do mojej wycieczki na Maderę (ok 5h) minął dość szybko (chociaż dodać należy jeszcze godzinę do przodu ze względu na zmianę strefy czasowej). Potem jeszcze chwila czekania na autobus, dojazd do hotelu i po 1 w nocy czasu lokalnego znaleźliśmy się w pokoju. Nareszcie.

Informator turystyczny

Kilka rzeczy, które dobrze wiedzieć wybierając się do Turcji:

  • aby uniknąć Zemsty Sułtana należy pić dużo Coli albo alkoholu
  • jeżeli coś nam się podoba (np. obsługa) to wypada rzucić jakiś baksheesh
  • Turcy potrafią zagadać na śmierć, więc jeśli nie chcesz czegoś kupić to bądź totalnie asertywny (nie wdawaj się w rozmowę a najlepiej nawet na nich nie patrz)
  • Raki nie umywa się do polskiej wódki, za to piwo Efes daje radę (trochę przypomina Pilsnera)
  • imiona Bogdan i Jarek podobno przypominają bardzo jakieś tureckie przekleństwa, więc lepiej ich nie używać publicznie
  • sprzedawcy tureccy znają kilka polskich zwrotów/słów/nazwisk: cześć, co słychać, dobrze, smacznego, Wałęsa, Kosecki
  • bez targowania się nie warto wchodzić do sklepu, ceny są wygórowane, a niektórzy sprzedawcy nawet się potrafią obrazić, jeśli klient się nie targuje
  • z relacji Turków wynika, że około połowa z nich przestrzega ramadanu
  • na plaży nosi się klapki, bo inaczej można sobie poparzyć stopy a nie zawsze udaje się dobiec do morza na czas

Lenistwo

W hotelu, w którym przebywałem przeżyłem głównie ze względu na Snack Bar, dlatego, że rzadko kiedy udało się załapać na śniadanie – wyszedłem z założenia, że nie po to pojechałem na wakacje, żeby się nie wyspać. Hotel otoczony był centrum wypoczynkowym: bary, beach disco, mini disco, 10 km2 basenu, zjeżdżalnie, leżaki, ping pong, korty tenisowe, restauracje. Wśród gości dominowali Niemcy, było też sporo Skandynawów i Polaków. Standardowy dzień zaczynał się od frytek, później relaks w basenie, spacer morzem (cieplejszym od basenu), bicie się z falami, opalanie. Wszystkiemu towarzyszyła temperatura 27-31 stopni. Aż do kolacji popijałem piwko Efes, krążąc między Snack Barem, basenem i morzem, niesamowicie się leniąc. Kiedy robiło się już ciemno włączałem totalny chillout aż do dyskoteki na plaży, która startowała o 23:30. A potem następny dzień.

Rozrywka

Dobrym pomysłem okazało się wybranie wycieczki Turkish Night. Chociaż jedzenie wciąż nie było rewelacyjne to dwugodzinny pokaz lokalnych tańców zrekompensował ten mankament. Momentami czułem się jak na pokazie break dance’a, ponieważ część tancerzy prezentowała naprawdę wysoki poziom i dawali z siebie wszystko. Większość czasu tańczyli na palcach, wykonując przy tym efektowne figury. Rewelacyjny był też występ tancerki brzucha, która wprawiła w zdumienie niejednego z gości. Wiedziałem, że z brzuchem można wykonywać różne dziwne rzeczy, ale nie byłem świadomy, że aż do tego stopnia! Atrakcją wieczoru miały być też zapasy w oliwie, ale niestety wbrew moim przypuszczeniom był to sport męski.

Na plaży była możliwość spróbowania sił w parasailingu, co też uczyniłem po namowach brata (nie do końca mnie to fascynowało). Na czym to polega? Wchodzi się do morza po kolana, wsiada na ponton, który transportuje nas do motorówki. Załoga przypina do dwóch osób do spadochronu, który jest przypomocowany za pomocą linki do motorówki. Żądni wrażeń turyści potrzebują już tylko usiąść i czekać aż przyspieszenie wyrzuci ich do góry. Motorówka płynie w kółko po morzu a linka rozwija się do ok 70 metrów. Widok kapitalny, siedzenie dość komfortowe a rubaszna załoga dba o to, żebyśmy czasem uderzyli nogami w jakąś falę lub wyladąwali na chwilę na którymś z plażowiczów.

Exodus

Dzień jak dzień. Po plażowym disco dokończyłem pakowanie i ok 2:30 wyjechałem busem z hotelu. Na lotnisku przywitała mnie wiadomość o opóźnieniu wylotu z 5:50 na 12:45. Cudnie. Rezydentka biura podróży przekazała polskiej grupie niesamowitą nowinę, że zwłoka spodowowana jest tym, że samolot wyleciał z Warszawy i znalazł się nad Antalią, jednak nie dostał zezwolenia na lądowanie, więc wrócił do stolicy ze wszystkimi pasażerami na pokładzie (sic!). Pocieszeniem dla czekających miały być posiłki wydawane co 3 godziny. Podczas pierwszego z nich okazało się, że kanapka na Okęciu zdeklasowała wersję turecką. Przy drugim daniu wycofano się z wcześniejszych obietnic wyboru między Burger Kingiem a Pizza Hut na rzecz monopolu sieci Popeyes – prawdopodobnie ze względu na niewidzialną rękę rynku. Spanie na lotnisku jest niekomfortowe, porównałbym je do drzemki na dworcu – z tym wyjątkiem, że na dworcu grozi nam wyrzucenie przez stróżów prawa i istnieje większa szansa kradzieży. Po długo oczekiwanym wylocie i udanym lądowaniu w Warszawie okazało się, że różnica temperatur sięgająca 23 stopni jest mocno odczuwalna. Gdy wróciłem do domu byłem jedynie w stanie zjeść obiad i nie uderzyć w kant łóżka spadając na nie. Był to jeden z nielicznych snów, który trwał więcej niż 13 godzin.

Muszę przyznać, że stęskniłem się za domem. Dobrze tutaj być.

7 dobrych pomysłów

Oto moja lista 7 ficzerów z Sieci i oprogramowania desktopowego, które uważam za bardzo udane. Coś, co ułatwia mi życie albo po prostu korzystanie z tego sprawia mi przyjemność, czy urzeka od strony technicznej.

MojeGrosze.pl

MojeGrosze.pl – logowanie

No po prostu bomba. Nie muszę się rejestrować – podaję tylko dane z Grona lub Google Acc i jestem w środku. Uwielbiam to. Proste, szybkie, skuteczne. Czuję się jak z OpenID.

Grono.net

Grono.net

Grono.net – może ich znasz?

Musiałem się kiedyś sporo naszukać, żeby pododawać wszystkich do swojej friendlisty. Ale mamy nowe czasy. Teraz już nie ma obawy, że jakiś znajomy prześlizgnie się niezauważony – ten ficzer Grona sprawia, że Wielki Brat patrzy i nie pozwoli nikomu przejść pod czujnym Okiem Mordoru, które nieustannie szuka w znajomych moich znajomych. Mam ogromną nadzieję, że tylko ja posiadam tę funkcję, a nikt inny jej nie widzi, ale to chyba nie jest możliwe No cóż, w takim razie – cieszmy się wszyscy. Myślę, że w konkurencyjnych serwisach brakuje takiej możliwości. A szkoda, komu się chce szukać tych samych osób po kilkudziesięciu profilach?

WordPress.org

WordPress.org

WordPress – dodawanie posta

Publikowanie treści jeszcze nigdy nie było tak proste, funkcjonalne i ładne. Mamy tutaj autozapis na wypadek totalnej katastrofy przeglądarki, podgląd wyglądu posta, graficzny oraz tekstowy edytor treści, dość rozbudowane uploadery, np:  zdjęć – razem ze wszystkim co nam potrzebne do ich prostej obróbki. Oczywiście nie brakuje możliwości kategoryzowania/tagowania, Dodatkowym plusem jest przechowywanie kolejnych wersji danego tekstu (przy pomocy autozapisu) i możliwość przywrócenia odpowiedniej wersji – czego chcieć więcej?

Eclipse.org

Eclipse.org

Eclipse – SVN

Każdy, kto ma swój ogródek posiada zapewne łopatę, grabie, sekator czy inne narzędzie. Jeżeli jednak ogródek jest tak wielki, że to nie wystarcza musimy czasem pójść nieco dalej i skombinować jakąś machinę, dajmy na to kombajn. Tak też jest z programowaniem. Eclipse jest takim właśnie koderskim kombajnem, a jednym z elementów, które możemy do niego dołączyć (istnieje cała masa) jest obsługa systemu kontroli wersji Subversion. Dzięki temu, nie trzeba się już paprać z dodatkowymi programami, tylko po to, żeby dograć do naszego repozytorium jeden pliczek albo sprawdzić historię zmian projektu nad którym obecnie pracujemy. Dwa kliknięcia, dwa ruchy myszką i gotowe. Proste jak cep. Szkoda, że to Java, ale i tak został wykonany kawał dobrej roboty!

Django

Django

Django admin

Wyobraź sobie, że piszesz biznesplan i po zakończeniu automatycznie wchodzi on w życie. Na podobnej zasadzie działa administracja Django. Po utworzeniu odpowiednich modeli ze wzorca MVC generowany jest panel do zarządzania, gratisowo dostajemy też zarządzanie użytkownikami i ich uprawnieniami. Czekam aż inne frameworki będą takie mądre. Mniaaam!

Ubuntu GNU/Linux

Ubuntu GNU/Linux

Ubuntu – update manager

Jeżeli masz Windowsa, to możesz porównać ten program do Windows Update czy Automatycznych aktualizacji. Różnica polega na tym, że tutaj aktualizujemy cały system razem ze wszystkimi posiadanymi aplikacjami. Nowa wersja OpenOffice’a? Nie ma problemu! Nowy kernel Linuksa? Jeszcze się pytasz?! Po co zajmować sobię głowę sprawdzaniem czy są nowe wersje programów i ich reinstalacją? Tutaj niemal wszystko dzieje się automagicznie. Co za ułatwienie życia i oszczędność czasu!

Google Docs

Google Docs

Google Docs

O ile nie jestem specjalnym fanem Google, ze względu na ich imprerialną politykę to szczerze podziwiam wiele z ich wynalazków. I tak, chociaż niektóre pomysły tej korporacji nie pozwalają mi nie bać się np. o moją anonimowość w Sieci, to Google Docs sprawia, że przynajmniej ułamek mojego życia jest w dość komfortowej sytuacji. Po pierwsze dlatego, że nie muszę taszczyć ze sobą pakietów biurowych tylko po to, by odczytać jeden mądry plik. A po drugie, że Microsoft dostał zasłużonego kopa. Dwie pieczenie na jednym ogniu plus garść ficzerów, które ułatwiają pracę nad dokumentami w większym i rozproszonym środowisku.

I to by było na tyle. Jeżeli i Wy macie jakieś funkcje, które za każdym razem gdy ich używacie wzbudzają w Was zachwyt albo są na tyle naturalne, że aż ich nie zauważacie dopóki się nie skupicie na zagadnieniu – dodajcie komentarz z ich opisem!

3 rzeczy, które drażnią mnie w naszej-klasie

Tak z grubsza to drażnią mnie w tym portalu tylko trzy rzeczy:

powietrze potrzebne mi do oddychania (mało wygodne menu na górze plus mnóstwo zmarnowanego miejsca)

powietrze potrzebne mi do oddychania (mało wygodne menu na górze plus mnóstwo zmarnowanego miejsca)

super ważne dla mnie wiadomości (główny widok strony zajęty w 1/3 przez aktualności, które zazwyczaj niewiele mnie interesują)

super ważne dla mnie wiadomości (główny widok strony zajęty w 1/3 przez aktualności, które zazwyczaj niewiele mnie interesują)

zdjęcia moich przyszłych przyjaciół (atakowanie mnie zdjęciami osób, których nie mam ochoty oglądać)

zdjęcia moich przyszłych przyjaciół (atakowanie mnie zdjęciami osób, których nie mam ochoty oglądać)

Gdyby poprawić to jakoś, powiększyć linki i zrobić stronę bardziej czytelną — było by cudnie. A tak to jest cudacznie.

Już nie zagłębiając się w zapychanie powietrza reklamami czy wsadzanie tam linków:

przykładowy interfejs NK, który by mi się bardziej podobał

Przegląd kulturalny: Elegia

Elegia - poster

Elegia

Historia samotnego krytyka i wykładowcy Davida Kepesha (Ben Kingsley), który zostaje oczarowany przez swoją śliczną i subtelną studentkę Consuelę Castillo (Penélope Cruz). Przyzwyczajony do swobodnych i niezobowiązujących znajomości Kepesh zostaje nagle obezwładniony przez uczucie, którego nie do końca rozumie. Mimo przeświadczenia o wyjątkowości tej relacji, nie potrafi w pełni poświęcić się dla zakochanej w nim kobiety. Czy miłość między ludźmi różniącymi się o 30 lat doświadczeń może przetrwać?

Jest to jeden z filmów, które trzeba oglądać wieczorem, przy zgaszonym świetle i samemu. Reżyserka Isabel Coixet stworzyła niesamowity klimat, a kreacje aktorskie Bena Kingsleya i Penélope Cruz są wyśmienite. Wbrew temu, co przedstawia trailer, jest to bardzo spokojny i cichy film, z niezwykle wzruszającym, niebanalnym zakończeniem.

Elegia na IMDB: 7.1/10
Ode mnie: 8/10

Więcej harmonii, więcej wydajności

autor: Simon Pow@flickr

autor: Simon Pow@flickr

Każdemu z nas zdarza się narzekać na brak czasu, na nadmiar zajęć, goniące nas terminy. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie ustawienie hormonogramu zajęć i nabycie nawyków, które pomogą uporać się z pracą oraz zachować dobre nastawienie do życia. Poniżej przedstawiam rozwiązania, które pomogły mi zwiększyć produktywność przy jednoczesnym uniknięciu znużenia i przemęczenia.

W zdrowym ciele zdrowy duch

Nie od dziś wiadomo, że podstawą dobrego samopoczucia jest utrzymanie ciała w korzystnej formie. Wysiłek fizyczny pozwala zrelaksować się, uspokoić, nabyć pewności siebie. Umiejętność kontrolowania ciała znacznie poprawia naszą zdolność do ustanawiania rygoru w sferze duchowej. Dodatkową zaletą popełniania aktywności fizycznej jest wzrost odporności, lepsza kondycja, zadowolenie z siebie.

Ważnym elementem wdrażania nawyków jest systematyczność. Uprawianie sportu nie jest tutaj wyjątkiem. Nie jest istotne czy będzie to 10km bieg dwa razy w tygodniu czy trzy krótkie wypady rowerowe, najważniejsze by ustanowić wysiłek fizyczny swoim nawykiem. Nie należy forsować się zbytnio na samym początku, żeby nie doznać kontuzji i nie zniechęcić się bólem, niech sport stanie się odskocznią od rzeczywistości, odprężeniem, chwilą obcowania z przyrodą. Dla mnie jest to również pole do samodoskonalenia, ustanawianie kolejnych limitów i mierzenie się z nimi sprawia, że widząc rzeczywiste postępy czuję się lepiej, mam świadomość, że idę naprzód.

Myślę, że trzy dni w tygodniu to ilość treningu wystarczająca, żeby móc trochę potrenować i znaleźć jeszcze trochę czasu na regenerację mięśni. Przyznam, że sam staram się trenować coś codziennie. W moim przypadku sprowadza się to do zaczynania dnia od sportu, by później zająć się pracą, jednak wydaje się to być kwestią zupełnie indywidualną.

Co trenować? Najłatwiej zacząć od dłuższych spacerów, biegania, jazdy rowerem lub pływania, co nie wymaga szczególnych nakładów finansowych (uwaga na buty do biegania!) i nie jest specjalnie ekstremalne, więc może zostać zaaprobowane przez ludzi w każdym wieku.

Kto rano wstaje …

Od razu muszę powiedzieć, żeby tysiąc osób nie uznało mnie z góry za hipokrytę, że wczesne wstawanie (lub raczej – wczesne chodzenie spać) to element nad którym sam ciąglę pracuję, ale uważam za niezbędny. Dlaczego warto?

Bardzo lubię pracować w nocy, jest wtedy chłodniej niż w dzień, słońce nie razi po oczach, jest ciszej, łatwiej się skupić, jest mniej ludzi i mniej żwiązanego z tym zamieszania (maili, telefonów itd). Brzmi świetnie, prawda?

Niestety, system pracy nocnej ma wiele wad. Światło słoneczne powoduje pobudzenie mechanizmów krwiotwórczych, zwiększenie odporności organizmu, przyspieszenie przemiany materii – same plusy i tego właśnie nam trzeba, a niestety brakuje. Brak światła może przyczynić się do depresji. Słyszałem/czytałem juz wiele razy, że: najzdrowszy sen to ten przed północą. Niekoniecznie tak jest – polecam przeczytać: Sen – fakty i mity. W skrócie: Dobrze jest poobserwować swój organizm i dostosować się do jego wymagań dotyczących snu – nie zmieniać ich na siłę. Od siebie dodam jeszcze, że warto zrobić sobię przerwę od rozrywek elektronicznych (komputer, TV itd) jakieś minimum 60 min przed pójściem spać – na własnym przykładzie mogę potwierdzić, że znacznie utrudniają one zasypianie (zbyt duże przesiąknięcie człowieka obrazami, informacjami).

Na koniec jeszcze kilka ciekawych statystyk:

58% Polaków zasypia między godziną 21.00 a 23.00. W weekendy liczba osób zasypiających po godzinie 01.00 w nocy wzrasta z 4% (w dni powszednie) do 11% ( TNS OBOP, 2007).

65% of Americans are losing sleep due to stress.
32% of Americans are losing sleep at least one night per week.
16% of Americans experience stress-induced insomnia.
Bettersleep.org

Sleep problems are reaching epidemic proportions, estimated to be the #1 health related problem in America – CNN, May 1997.
National Sleep Foundation, 2002 Annual Sleep Survey: Almost 74% of all Americans do not get enough sleep each night.
apollolight.com

Papier Twoim przyjacielem

Jeżeli ciągle coś robisz – piszesz, wymyślasz, kreślisz i tak dalej – niezmiernie istotne jest mieć przy sobie coś, co umożliwi zapisanie nowych pomysłów. Niektórym wystarcza zapisać to na kartce, inni wpisują wszystko do kómórki albo PDA. Każdy sposób jest dobry, byle nie stracić pomysłu. Nie wychodź z domu bez kartki i długopisu, bo szybko zaczniesz żałować. Ważne jest też, żeby zapisywać w miarę dużo (nawet nieprzemyślanych) odczuć związanych z danym pomysłem – niestety kilkukrotnie zdarzyło mi się zapisać coś szybko na kartce, po czym po dwóch dniach nie byłem w stanie w ogóle skojarzyć utrwalonych słów z jakąkolwiek myślą.

Nie ufam elektronice. Zawsze przepisuję zapisane w różnych urządzeniach myśli na kartkę, by potem wykreślać je po realizacji. Papier się nie skasuje i pozwala mi przypomnieć sobie jak się pisze długopisem :) Bardzo lubię później patrzeć na taką stronę z powykreślanymi rzeczami, czuję, że coś zrobiłem i mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Nierzadko podczas zapisywania lub wykreślania konkretnych punktów przychodzą mi do głowy kolejne pomysły i wtedy od razu lądują na liście.

Akcja koncentracja

Pracujesz, utknąłeś w jakimś martwym punkcie, który wymaga od Ciebie pełnej koncentracji aby przejść dalej, a tu nagle znajomy pisze na GG, czy nie wiesz może dlaczego jego IE od razu po włączeniu się wyłącza. Nie wiesz, w końcu to Windows, takie rzeczy dzieją się tam na porządku dziennym bo niby skąd masz wiedzieć. A przy okazji skoro już się odezwał to, co u Ciebie? A widziałeś może najnowszy teledysk zespołu X? Nie? To masz tu linka do YouTube’a. Sprawdź przy okazji, bo dostałeś zaproszenie do znajomości. I tak zaczyna się cała lawina. Zanim załaduje się filmik, sprawdzisz po raz trzydziesty pocztę, zobaczysz kto jest online, porównasz kurs dolara z euro, dowiesz się, że Kubica jest trzeci, a jeśli nie daj Boże masz jeszcze obok telewizor…

Każdy człowiek potrzebuje do pracy określonych warunków. Wbrew temu, co wielu myśli multitasking obniża efektywność pracy. Jeżeli chcesz wykonać swoją pracę – skup się na tym. Wyłącz komunikatory, wyloguj się ze swoich kont na portalach społecznościowych, przestań sprawdzać pocztę co 5 minut. Im szybciej skończysz pracę, którą masz do wykonania, tym prędzej będziesz miał swój wolny czas, w którym możesz robić co Ci się żywnie podoba ;-)

Pracujący ludzie reagują na muzykę w bardzo szczególny sposób. Niektórym ona przeszkadza, niektórym tylko czasami, a część osób kompletnie nie może słuchać czegokolwiek poza szumem wiatraka w komputerze, bo ich to rozprasza. Moja rada: jeżeli nie należysz do tej ostatniej grupy, to włącz energiczną, optymistyczną muzykę, która nakręci Cię do działania. Ważne jest, żeby nie była to żadna nowa dla Ciebie muzyka, bo za bardzo będziesz się na niej skupiał. Dla mnie przykładowo nie stanowi problemu słuchanie muzyki nieinstrumentalnej, może być nawet hiphop, ale tylko pod warunkiem, że znam go na wylot. W innym przypadku mój mózg analizuje co poeta miał na myśli i łatwo się rozpraszam.

Dodatkowym czynnikiem, który może nas dekoncentrować jest świadomość tego, że wśród rzeczy do wykonania istnieje czynność, która wydaje się nam trudna lub nie mamy na nią pomysłu. Staram się zawsze wykonywać takie rzeczy na samym początku, bo w innym przypadku ciągle o nich myślę i przez to tracę skupienie na tym, co w danej chwili powinno być dla mnie ważniejsze. Trzeba skupić się na każdej rzeczy po kolei, ale tylko jednej w danej chwili i pracować nad nią aż do ukończenia.

Nie daj się zwariować

Mimo natłoku pracy i ciągłej presji – trzymaj dystans. Każdy z nas ma prawo do pomyłki, każdy z nas ponosi porażki. Nie czuj się wyjątkowy w tym względzie. Nie wolno dać się zwariować pracy. Gdy tylko czujesz, że tego potrzebujesz – wrzuć na luz i zrób sobie wolne, spotkaj się ze znajomymi, odpręż się. Są dni podczas których nieważne jak bardzo się skupisz – nic nie drgnie do przodu. Jeśli czujesz, że to właśnie ten dzień – odpuść i nie próbuj głową przebić muru.
Gdy tracisz motywację do tego co robisz – zadaj sobie pytania: Dlaczego to robię? Jaki mam w tym cel? Czy to uczyni moje życie lepszym? Czy warto się dla tego poświęcać? Ciągle kwestionuj i weryfikuj to, co robisz, wszystko po to, żeby czuć się właściwą osobą na właściwym miejscu, co jest kluczem do dobrego samopoczucia i sukcesu zawodowego czego Wam i sobie życzę.

Tytułem wstępu

Looking Man (pakefild652@flickr)

Jak powszechnie wiadomo, szewc bez butów chodzi. Podobnie jest z developerami, którzy nie mają czasu zajmować się swoimi stronami, wszak todo nie maleje i zawsze jest wiele przyjemniejszych rzeczy do zrobienia niż kodowanie własnego bloga. Z tego właśnie powodu widzimy się w tym a nie innym miejscu – i mam nadzieję, że tak już pozostanie.

Przy okazji chciałbym zauważyć, że stary blog pozostał na swoim miejscu, zgodnie z zasadą Cool URIs don’t change, zatem jeżeli ktoś linkował do starych notek albo chce zobaczyć to, co wyprodukowałem wcześniej – może śmiało tam zajrzeć.