
Artbuzz 2010
Witam serdecznie po dość długiej nieobecności. Wymienienie wszystkiego co się u mnie wydarzyło od ostatniego wpisu zajęło by wiele czasu, z ręką na sercu przyznaję: zabierałem się do tego wielokrotnie, ale nic z tego nie wyszło, wygląda więc na to, że nie ma co się zmuszać.
Do napisania zainspirowała mnie pierwsza edycja krakowskiego eventu skupiającego się wokół tematyki mediów - Artbuzz. Czy warto było się ruszyć z Warszawy do Krakowa? Myślę, że tak.
Spotkanie zorganizowane zostało w centrum nauczania AGH (budynek U2) i chociaż nie potrafię porównać tego miejsca do innych dostępnych w Krakowie lokalizacji to muszę przyznać, że był to świetny wybór. Zarówno sala wykładowa jak i hol były bardzo przestronne i czyste, wyposażenie pomieszczeń nowoczesne. Na auli znajdowały się dwa telebimy, nagłośnienie było w porządku, jako słuchacz czułem się komfortowo (no, może trochę za ostro działała klimatyzacja). Myślę, że w przyszłości warto by zadbać, aby na sali było nieco ciemniej - prezentacje wyglądałyby wtedy jeszcze lepiej.
Artbuzz podzielony był na dwa bloki - Nowoczesne technologie internetowe oraz Grafika komputerowa, efekty FX. Ze względu na skromne możliwości czasowe wziąłem udział tylko w pierwszej części, bliższej moim zainteresowaniom.
Przy wejściu trzeba było pokazać specjalnie zakodowany obraz, który identyfikował każdego uczestnika oraz uprawniał do wstępu na wybrane przez niego wykłady. Niestety niepowodzeniem kończyły się próby rozpoznania obrazów wyświetlanych z ekranów telefonów komórkowych i innych urządzeń mobilnych.
Inauguracyjny wykład zatytułowany Grafika komputerowa jako środek komunikacji z maszynami i ludźmi poprowadził prof. zw. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie słowa wykład inauguracyjny brzmią jak synonim do ale nuda i z doświadczenia mogę powiedzieć, że często tak właśnie bywa. Ale - nie, nie - na szczęście nie tym razem. Profesor Tadeusiewicz, którego miałem okazję słuchać po raz pierwszy, to bardzo dowcipny, elokwentny mówca, można by rzec, że gawędziarz, ale jest przy tym niezwykle rzeczowy i konkretny. Dało się odczuć, że dysponuje rozległą wiedzą na temat, na który się wypowiadał, a jego spostrzeżenia były bardzo ciekawe. Zrobiłem notatki, z tego co usłyszałem, oto one:
Społeczeństwo posługuje się przede wszystkim słowem, tekstem, ale dość trudno jest precyzyjnie oddać nasze myśli za ich pomocą. Profesor zwrócił uwagę na fakt, że rzeczywistość wyglądałaby zupełnie inaczej gdybyśmy potrafili wyrażać się poprzez obrazy, a nie gesty czy słowa. Niestety, nasza anatomia nie sprzyja tego typu komunikacji, a szkoda, bo jest to forma, która dociera do nas zdecydowanie efektywniej.
Ważnym problemem jest postępująca digitalizacja wszelkich materiałów, co rodzi kolejną niedogodność - konieczność tworzenia interfejsów do ich obsługi. Jakie korzyści wynikają z takiej migracji? Istnieje szansa na to, że zaprojektowane nowe formy korzystania z informacji znacznie zwiększą wydajność jej przetwarzania (tak jak bywa, że łatwiej jest coś narysować niż wytłumaczyć w formie słów). Nauka niesie nadzieję, że nasza anatomia przestanie być barierą w komunikacji wizualnej, a to dlatego, że istnieją wcale nie takie proste już systemy translacji reakcji mózgu (fale, impulsy elektryczne) na konkretne działania (np. poruszanie obiektami). Wyrażanie myśli staje się niezależne od cielesności. Kwestią czasu jest, kiedy uda nam się zbudować na tyle precyzyjne urządzenia, które pozwolą modelować obrazy bezpośrednio z głowy. Dlaczego tak dążymy do tej wizualizacji? Bo jeden obraz potrafi wyrazić więcej niż wiele słów, działa na nasze emocje, podświadomość, jest bogatszy i łatwiej przyswajalny, nierzadko znacznie bardziej estetyczny.
Profesor Tadeusiewicz wyraził opinię, że znaczenie obrazów w społeczeństwie i komunikacji będzie coraz bardziej istotne, nazwał obecne pokolenie cywilizacją obrazu, którą chcąc czy nie - stajemy się.

Przypływ inwencji twórczej podczas przerwy
W przerwie między wykładami do dyspozycji słuchaczy oddany został szwedzki stół z wieloma przysmakami: cukierkami, pączkami i innymi słodkościami oraz gorącą kawą i herbatą. Ilość przekąsek była na tyle duża, że każdy spragniony dawki kofeiny i czegoś do przegryzienia czuł się usatysfakcjonowany.
W pewnej chwili ogarnęła mnie wątpliwość czy zapisałem się na wszystkie wykłady, na które pragnąłem pójść. No, ale mamy XXI wiek, zdecydowałem się z Opery Mobile wbić na stronę Artbuzza, zalogować na swoje konto i sprawdzić, czy zaznaczyłem wszystko co trzeba. Niestety, użyteczność strony internetowej pozostawiała wiele do życzenia. Mimo dobrych chęci nie udało mi się zalogować na swoje konto. Uważam, że jest to bardzo duże niedociągnięcie ze strony organizatorów, tym bardziej że spotkanie odbywa się na temat przyszłości mediów i Internetu, której dostępność i użyteczność stanowią istotne elementy.
Mając nadzieję, że wypełniłem odpowiednie pola poszedłem na kolejny wykład, na którym Wojtek Zając prezentował temat HTML 5 i mikroformaty dla pragmatyków.
O co w ogóle chodzi z tym HTML4, XHTML, HTML5 itd? W dość zwięzły sposób przedstawił to pornel (zachęcam do lektury). Wojtek na początku wyjaśnił wszystkie zawiłości związane z wyłonieniem się HTML5, jego zwycięstwem nad XHTML 2.0 (z ważniejszych argumentów: brak kompatybilności wstecznej) i tym, dlaczego warto używać akurat HTML5. Podczas prezentacji padła informacja, że HTML5 powinien być w pełni zaimplementowany do 2022 roku. Z niewiadomych powodów spora część sali parsknęła śmiechem. Słyszałem głosy rozbawionych ludzi, mówiących: “To on nam pokazuje coś, czego będziemy mogli użyć dopiero w 2022 roku?!“. HTML5, podobnie jak termin Web 2.0, jest trendy i myślę, że po prostu część słuchaczy nie do końca zdawała sobie sprawę z czym ma do czynienia. Spójrzmy chociażby na HTML 4.x, którego pierwsza wersja została opublikowana pod koniec 1997 roku, wystarczy zapoznać się z wynikami testów Acid3, aby zobaczyć, że do dzisiaj przeglądarki Mozilla Firefox i Internet Explorer nie przechodzą pomyślnie całego testu kompatybilności ze standardami. Nieźle, to już prawie 13 lat, a ludzi bawi niecałe 12. No i czy nikt tego nie używa mimo braku pełnego wparcia dla standardów? Niespodzianka, sporo przeglądarek używa już elementów HTML5 i całkiem nieźle sobie z nimi radzi.
Czuję niedosyt - brak przykładów storage, web workers i manifest. Mimo to Wojtek pokazał sporo przykładów z życia wziętych, dzięki czemu można było zobaczyć jak wykorzystać nowe elementy HTML’a w praktyce - Quake2 rulez! Niestety wystąpienie trwało tylko godzinę, więc nie można było opowiedzieć o wszystkim. Podobała mi się sama prezentacja - ładnie wykonana od strony graficznej, klimatyczne zdjęcia i miłe dla oka przejścia. Pro!
Oprócz mówienia o samym HTML5, Wojtek ewangelizował o mikroformatach. Poprzez dodanie odpowiednich klas do elementów możemy wzbogacić treść o elementy semantyczne, dzięki który wybrane przez nas porcje danych łatwo jest wyszukać, eksportować i łączyć ze sobą, możliwości tego rozwiązania są naprawdę ogromne - budowanie sieci kontaktów, opisy miejsc i prezentowanie ich na mapach, gromadzenie informacji o wydarzeniach i wiele innych - a to wszystko w łatwy, zautomatyzowany sposób importowane i eksportowane. Genialne! Szczególnie polecam wtyczkę do Firefoksa - Operator, która wykrywa obecność mikroformatów na odwiedzanych stronach i pozwala operować na nich.

Zainteresowanie Artbuzzem było dość duże.
Wystąpienie Wojtka zmobilizowało mnie do zmodyfikowania mojej strony - zrobiłem migrację na HTML5 oraz użyłem kilku mikroformatów, zobaczcie sami, otwórzcie źródło i przekonajcie się, że chociaż daje to wiele możliwości to jest to bardzo proste rozwiązanie. Dzięki Wojtek!:)
Ostatnia prezentacja na której byłem to Design in mind. Nowa architektura komponentów - Flex 4 autorstwa Piotra Walczyszyna. Spodziewałem się w zasadzie czegoś bardziej konkretnego, ale był to po prostu szybki przegląd, zajawka, tego co Flex potrafi. Przyznam, że nie do końca mi się podobała forma - bieganie po ekranie i przeklikiwanie się przez interfejs, pokazano tak naprawdę wszystko i nic jednocześnie. Podejrzewam, że taka prezentacja powinna trwać przynajmniej dwa razy dłużej, żeby można było z niej coś wynieść. Piotr Walczyszyn zaprezentował czym jest Flex, opowiedział o podstawowych założeniach, o tym z czego składa się aplikacja flexowa i jak z aplikacji webowej za pomocą Adobe AIR przekonwertować ją do desktopowej. Sporą część prezentacji zajęło pokazanie produktu Adobe Flash Catalyst, które służy do działania na styku designer-programista i pozwala na budowanie interfejsów dla aplikacji RIA.
Adobe Flex jest technologią o otwartym kodzie źródłowym, ale sam Flex Builder już taki nie jest, chociaż można użyć oczywiście innych IDE - pod Linuksem Flex Builder i tak nie działa, bo podobno jest małe zainteresowanie tą platformą wśród developerów. Aplikacje flexowe są przenośne, działają również na urządzeniach mobilnych, ale pojawia się tu wstydliwy wątek dotyczący firmy Apple… Pozostawiony został bez komentarza.
Pan Piotr zapytany o to, jak wygląda Flex od strony wydajnościowej (jawne nawiązanie do ‘czystych’ aplikacji webowych z nadchodzącym HTML5 na czele) odpowiedział enigmatycznie, że to zależy od programisty, który robi aplikację flexową. Trochę mnie to rozbawiło. Z pytaniem o wydajność tego typu platformy jest podobnie jak z pytaniem o to, ile pali dany samochód - nie odpowiadamy, że mało, bo 30 litrów na 100 km, tylko porównujemy to do konkurencji. No ale, dowiadujemy się, że to wszystko jest nieważne, bo to zależy od programisty. Niczego innego trudno się było spodziewać, bo wszyscy dobrze wiemy jak Flash potrafi zamulić przeglądarkę (szczególnie pod Linuksem).
Co z indeksowaniem aplikacji flexowych? Piotr Walczyszyn zwrócił tutaj uwagę, że Flex nie jest wykorzystywany do budowania stron internetowych, tylko aplikacji webowych. Są to zazwyczaj zamknięte systemy, które nie muszą być indeksowane. Przychodzi mi tu jednak na myśl dostępność i użyteczność. Obawiam się, że w przypadku budowania aplikacji webowych dedykowanych dla dużej liczby użytkowników zostaną one po prostu zignorowane - jak z aplikacjami radzą sobie czytniki dla osób niepełnosprawnych?
Pan Piotr posiada dużą wiedzę na temat Flexa, mam nadzieję, że w przyszłości będzie miał udostępnione nieco więcej czasu, żeby się nią podzielić.
Podsumowując tę część Artbuzza, w której uczestniczyłem - podobało mi się. Wykład o grafice był bardzo inspirujący, mikroformaty pokazały jak należy patrzeć na Sieć - jak na zbiór skrawków informacji połączonych ze sobą i współdziałających, w sposób całkowicie dynamiczny i otwarty. Prezentacja Flexa była przeznaczona bardziej dla osób początkujących i nie znających tej technologii, więc nie wyniosłem z niej wiele - może to dobra uwaga do organizatorów - żeby przy tego typu tematach zaznaczać poziom zaawansowania? Organizacja była sprawna i nie było zbyt wielu wpadek (zadbajcie proszę o obsługę urządzeń mobilnych - na WWW oraz przy akcjach typu skanowanie obrazka!). Myślę, że jak na pierwszą edycję to było (wyjątkowo) dobrze!
Do zobaczenia w przyszłym roku!